wtorek, 29 grudnia 2015

Drugie podejście do crio - czas start

Ruszyliśmy wczoraj, w 5dc. Torbiel się nie wchłonęła, ale znacząco się zmniejszyła. Do połowy cyklu ma szansę zniknąć całkiem. Nie całkiem za to rozumiem po co w takim razie miałam przyjść w 5dc, no ale mniejsza o większość. Z drugiej strony, chyba bym zniosła jajo do przyszłego tygodnia, a tak mam poczucie, że chociaż coś robię, że coś się dzieje. Następna wizyta 4 stycznia. Już nie mogę się doczekać. Już przebieram nóżkami:)

czwartek, 24 grudnia 2015

Piszę do Ciebie


Piszę do Ciebie, która pragniesz zostać Mamą. Która marzysz o tym od zawsze, od miesiąca, od roku lub od siedmiu lat... Piszę do Ciebie, która z zazdrością patrzysz na kobiety spacerujące z wózkiem po parku i ze wzruszeniem przyglądasz się promieniejącym przyszłym mamom, obnoszącym się ze swoimi okrągłymi brzuchami niczym trofeum. Do Ciebie, którą w tych dniach bardziej niż kiedykolwiek przepełnia tęsknota, pustka, brak. Bardziej niż w jakikolwiek inny dzień w roku przeżywasz trud przedłużającego się oczekiwania na cud. Mocniej odczuwasz wysiłek związany z wiosłowaniem w tej łódce, do której musiałaś wsiąść, gdy zabrakło dla Ciebie miejsca w samolocie do Australii.

wtorek, 22 grudnia 2015

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Robótka

Zainspirowana Robótkowym Postem Bąblowej Mamy, wiedziałam zaraz po jego przeczytaniu, że nie będę mogła przejść obojętnie obok tej Akcji. Przy okazji trafiłam na wspaniałego bloga Od środka, którego od tamtej pory czytam z WIELKIM zainteresowaniem (przez co nie tylko charakterna gromadka z Niegocina skorzystała na całej akcji, ale i ja sama odniosłam bardzo wymierne profity;p).

piątek, 11 grudnia 2015

"Na te Święta nie dostanie Pani prezentu..."

Czasem wszystko idzie jak powinno:
- nadzieja rośnie, ale nie szaleje, 
- strachy udaje się jakoś ujarzmić, 
- organizm jest w świetnej formie, wypoczęty
- okoliczności zewnętrzne uporządkowane (dieta, balans między sytuacjami stresującymi, a "radującymi" i uspokajającymi, brak problemu z umawianiem wizyt, zaoszczędzone pieniądze, dające jako taki komfort mimo rosnących cen zabiegów i badań etc.)

Uparty pęcherzyk


W sobotę miałam pierwszą wizytę w tym cyklu. Trochę przytajniaczyłam, ale czekałam, aż coś się z tego wykluje. 

Obiecujący pęcherzyk z lewej strony. W 9dc endo 7,4 a pęcherzyk 14mm. Od wtorku codziennie jestem na monitoringu (aaaaaaaa ile to kosztuje!!!). Pęcherzyk rośnie pięknie, endo też. No i tak pięknie kolorowo było do wczoraj, kiedy to już powinien pęknąć był, grrr 

wtorek, 8 grudnia 2015

Prezenty niepłodności


Zwykłam pisać o ciężarze niepłodności. O tym co dźwigam na moich styranych ramionach, co mnie wkurza, złości, smuci... Prawda jest jednak taka, że przy odrobinie (buahahaha!), no dobrze, nie oszukujmy się... przy gigantycznym wysiłku;) można dostrzec dobre strony naszych wieloletnich zmagań.
  
A że dopiero co świętowaliśmy Mikołajki, a przed nami Gwiazdka, choinka i prezenty, to dziś o prezentach niepłodności będzie:) Tak! Tak! Wiem jak kontrowersyjnie to brzmi. Prawda jest taka, że niepłodność to strumienie łez wylane pod prysznicem, ścisk w żołądku na choćby podejrzenie radosnej nowiny czyhającej na nas w najbliższym otoczeniu, dziesiątki ciśniętych o ścianę negatywnych testów ciążowych i wiele innych "atrakcji". Takiej choroby nie życzyłabym najgorszemu wrogowi, dlatego te prezenty to raczej takie gorzkie dary losu. Może zmyjecie mi głowę, powiecie że nie mam pojęcia czym jest niepłodność. Sama za tydzień... dwa... mogę mieć (i zapewne! będę miała) ochotę zmyć sobie głowę za to, że dziś piszę o jej jasnych stronach... A jednak. Takie istnieją:)

czwartek, 3 grudnia 2015

AUSTRALIA



"Podjęcie decyzji o dziecku jest jak planowanie podróży do Australii. Słyszałeś, że jest to wspaniałe miejsce, przeczytałeś mnóstwo przewodników i czujesz się gotowy do drogi. Każdy kogo znasz podróżował tam samolotem i mówi, że podczas lotu mogą pojawić się turbulencje, z okazjonalnymi nagłymi lądowaniami, ale Ty wiesz, że ta podróż jest Ci przeznaczona! Wiesz, że będzie cudownie. Ruszasz więc na lotnisko i prosisz w kasie o bilet do Australii. Ups! Wygląda na to, że nie ma miejsca dla Ciebie. Musisz czekać na następny lot. Niecierpliwie, ale pamiętając, jaki będzie wspaniały. I czekasz, czekasz, czekasz...

sobota, 28 listopada 2015

Co słychać?

Dwa zwykłe słowa... a potrafią na długi czas odizolować od ludzi. Łatwiej się odsunąć niż zmierzyć z dylematem. 
Co odpowiedzieć?

czwartek, 26 listopada 2015

Pora działać

Już niejedna życzliwa osoba mówiła mi, że za dużo rozmyślam, analizuję, planuję na przyszłość, wspominam przeszłość. Zadręczam się tymi refleksjami w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie dlaczego jest tak jak jest? Czemu wciąż się nie udaje? Na tylu różnych polach... a w szczególności na tym JEDNYM, WYCZEKANYM, UKOCHANYM NA ZAPAS:)

poniedziałek, 23 listopada 2015

Świat idzie do przodu

Moja przyjaciółka powiedziała mi kiedyś, że po stracie mamy, jedną z najtrudniejszych rzeczy był fakt, że świat nic sobie z jej bólu nie zrobił. Cierpienie było tak wielkie, że jej życie stanęło w miejscu. Nie mogła zrozumieć dlaczego świat nadal idzie do przodu, nie oglądając się na nią.

środa, 18 listopada 2015

ZAZDROŚĆ

Powiedzmy to sobie wprost. BYWAM ZAZDROSNA. I to nie czyni mnie złym człowiekiem, nie gorszym, nie zgorzkniałym... Teraz tak myślę (że nie jestem zła), teraz to wiem (że nie gorsza), teraz już się tak nie czuję (zgorzkniała).

Dlaczego? Bo pozwoliłam sobie na przeżywanie tej zazdrości, która tkwiła w moim sercu jak gwóźdź. Za każdym razem gdy do mnie wraca, wyciągam szczypce i ostrożnie tego gwoździa wyjmuję. Teraz to prosta procedura. Gwóźdź niewielki, gładki, łatwy do usunięcia. Chwila moment i rana sama się goi. A kiedyś? Kiedyś ta zazdrość (ignorowana miesiącami) rdzewiała, zaginała się w niekontrolowany sposób, powodowała spustoszenie, zakażenie, organizm walczył, gorączkował, a ja nie wiedziałam co się dzieje...

sobota, 14 listopada 2015

Nadrabiam zaległości

Zgodnie ze zdjęciem z rana... siedzę w domu, włosy (delikatnie mówiąc) mam zmierzwione, kosmetyki do makijażu nie tknięte, otula mnie ciepła piżama i polarowa bluza. Tak więc strajk! Nigdzie dziś nie wyszłam. Wykorzystałam ten czas na zaległości blogowe i upieczenie tortu czekoladowego:)

Who's with me?



 

taki dzień... :)

piątek, 6 listopada 2015

Śmiech przez łzy ;)



Siedzę od rana w kawiarni. Pracuję nad znalezieniem pracy:) Wyszukuję oferty, sprawdzam pożądane kwalifikacje, profile zawodowe na poszczególnych stanowiskach, szukam informacji na temat interesujących mnie branż itp. Dużo tego, więc od czasu do czasu robię przerwy. 

wtorek, 3 listopada 2015

STRACH

Strach towarzyszył mi od zawsze...

Jako dziecko nauczyłam się rozpoznawać dźwięk silnika samochodu moich rodziców. Gdy wracali po pracy do domu, dawało mi to kilka dodatkowych chwil na przygotowanie się, bo nigdy nie wiadomo było co mnie danego dnia czeka... Dziś już nie budzą we mnie lęku, raczej współczucie i małe/duże (w zależności od dnia i nastroju) rozczarowanie. Czasem złość, bo zdarza im się wyciąć numer, którego się nie spodziewałam...

Ale o strachu miało być. To takie cudowne uczucie! Nie bać się... 

MELANŻ

  

Józek wrócił z pracy długo po rozpoczęciu ciszy nocnej. 
Zmęczony. 

Zobaczył mnie w dobrym nastroju i spodniach, w które w sobotę się jeszcze nie mieściłam - przypominałam mu o tym dzień cały. Na zmianę na smutno, z wściekłością i histerycznym płaczem.

Mówi: trzeba to uczcić!!! Jedziemy się napić!! Tzn. Ty kochanie się napijesz wina, a ja poprowadzę. 
I tym sposobem wylądowaliśmy w poniedziałek w klubie. Dookoła jakieś niedobitki, jeszcze z wczorajszej imprezy chyba i my. Wpatrzeni w siebie, zakochani, na całego rzygający tęczą;)))

sobota, 31 października 2015

POZBIERANA


Pozbierałam się! 

W zasadzie już w momencie odczytania wyniku bety. 
Bałam się jak zniosę porażkę... 
Otóż nijak. 

Myślę, że naurządzałam tyle cyrków w ciągu całego miesiąca poprzedzającego rozstrzygające badanie krwi, że wyczerpałam limit histerii i łez.

poniedziałek, 26 października 2015

Dlaczego nie spieszy mi się do bety?

Moja ostatnia ciąża skończyła się szybciej niż się zaczęła. W 6tym tygodniu. Dowiedziałam się o niej w 4tym. Niespodziewanie. Gdyby nie stan wyjątkowy zrobiłabym test tydzień później. Może gdybym miała ten tydzień mniej na przywiązanie się, łatwiej bym zniosła moją stratę... Oczywiście to nie była normalna sytuacja. W normalnych warunkach nawet nie zdążyłabym nikomu powiedzieć. Sama nie zdążyłabym oswoić się z tą myślą. Za to w szpitalu pięć razy dziennie ktoś gratulował mi ciąży, o ciążę pytał. Nawet próbując zachować zdrowy rozsądek, dystans i rezerwę, nie potrafiłam nie ulec temu ogólnemu ciążowemu wariactwu wokół mnie. Moje nadzieje skoczyły pod sufit. Starałam się tłumaczyć, że wszystko się jeszcze może zdarzyć, a wtedy przychodziła pielęgniarka, ściskała mnie, całowała, kazała dbać o Groszka. Znowu się karciłam i wtedy przychodził lekarz, mówiąc że specjalnie dostosował leki, bo przecież będę Mamą... Za nic nie chcę przechodzić tego nigdy więcej.

niedziela, 25 października 2015

Wczesne objawy nie wiadomo czego;) - czyli 9dpt

Staram się zachować spokój, nie rozmyślać przesadnie, zająć się czymś... Na razie nie odniosłam spektakularnych sukcesów. Udało mi się poskromić wczorajszą bezsenność, ale nadal roztrząsam każdy najmniejszy objaw...  no właśnie, czego? Zapewne ciąży lub jej braku;) A więc "here it goes".

sobota, 24 października 2015

UPDATE

Dziękuję Wam Kochane za każdy wpis pod poprzednim postem!!! Bardzo mi pomogłyście. Każdy komentarz był jak balsam na moje skołatane nerwy. :***

POBUDKA

Obudziłam się godzinę temu (trzecia trzydzieści) i zasnąć nie mogę:((( Zryczałam się strasznie! Dalej ryczę. Same się łzy cisną, nie potrafię tego zatamować.

piątek, 23 października 2015

IZOLACJA

Trudno mi zrobić gradację uczuć niechcianych związanych z niepłodnością, ale gdybym już musiała, odosobnienie na pewno znalazłoby się na podium.

To jest tak złożony problem, tak wszechogarniające uczucie, że nawet nie wiem, z której strony je ugryźć. To cholerne poczucie, że jestem na świecie CAŁKIEM SAMA z moim problemem. Że NIKT mnie nie rozumie. NIKT nie pomoże. Muszę BEZ POMOCY sobie poradzić, bo otoczenie nie ma w tym zakresie doświadczenia, którym mogłoby służyć.

niedziela, 18 października 2015

DLACZEGO NIECHCIANE?

Powinnam była wrzucić ten post na początku ale sprawy w klinice tak szybko się potoczyły, że nie miałam do niego głowy. Coś tam zaznaczyłam na wstępie, ale dokładniej nie wytłumaczyłam skąd nazwa bloga.




piątek, 16 października 2015

czwartek, 15 października 2015

BĄBELKOWANIE 12dc - punkcja

No to jestem już po:) Poszło w miarę gładko, choć spodziewałam się, że po godzince wyjdę z kliniki, a ostatecznie leżałam 3,5 godziny na sali pozabiegowej. Dali mi trzy kroplówki przeciwbólowe. Dziewczyny wchodziły i wychodziły po mnie, a ja ciągle zostawałam. W sumie chciałam już wychodzić, ale anestezjolog z pielęgniarką uparli się, że mam wyjść w lepszym stanie niż weszłam;) Dobrze, że zabrałam grube skarpety i własną koszulkę bo zamarzłabym tam pod kocem, przez tyle czasu.

TELEFON

Czekamy... 

...aż zadzwoni telefon z laboratorium i dowiem się ile moich Bąbli skumało się na szkiełku z Zawodnikami J ;P

Wtedy wszystko napiszę, co i jak:)

wtorek, 13 października 2015

BĄBELKOWANIE 11dc

Jutro punkcja, dziś zapalenie pęcherza. 

W nocy 6 wycieczek do łazienki, a rano w kiblu morze czerwone. O ile każdy ból jajników, zawrót głowy oraz rozstrój emocjonalny przyjmowałam z radością wielką i nadzieją, to parcie na pęcherz wkurzyło mnie na maksa i trochę wystraszyło. Będzie punkcja? Tak, będzie. Uff... Rzetelna przepisała mi wczoraj antybiotyk. Profilaktycznie, bo posiew przed histeroskopią wykazał jakieś bakterie. Tak więc dobrze się złożyło, jest szansa, że do jutra mi przejdzie. Gdyby nawet nie przeszło punkcja i tak się odbędzie. Najwyżej przesuniemy transfer. Hope not!!!

piątek, 9 października 2015

PRACA


A więc jestem bez pracy. Czytam blogi dziewczyn czekających na swoją wymarzoną Iskierkę, a w nich narzekania na trudną atmosferę, wymagającego szefa, długie godziny... Podziwiam, jak dajecie radę, w całej tej masakrze jaką jest niepłodność, pogodzić ciągłe wizyty w klinice, z życiem zawodowym. Po cichu nawet trochę zazdroszczę czasami.

czwartek, 8 października 2015

BĄBELKOWANIE 6dc - 4 dzień stymulacji

Zastrzyki robię już z zamkniętymi oczami niemalże. Zwracam honor Mr. Gonalowi za automatycznego pena, jednak to jest wygoda;P

Dziś robiłam jeszcze zleconą przez internistkę glukozę i insulinę na czczo + witaminę D3.

środa, 7 października 2015

BĄBELKOWANIE 5dc - 3 dzień stymulacji




W końcu ruszyliśmy, nerwowo, trochę nieśmiało.

W aptece niespodzianka. Nastawiałam się na wydatek 1400 zł, a zapłaciłam niecałe 400. Ryk! Radosny, ale jednak publiczny ryk ;P Aptekarka życzyła mi powodzenia! Oby jej zaciśnięte kciuki były dobrym znakiem!!!

poniedziałek, 5 października 2015

WSTYD




Okropne uczucie!

Jakiś czas temu rozmawiałam z przyjaciółką. Najbliższą. Zjadłyśmy razem beczkę soli. Zna mnie jak żadna inna (niespokrewniona) osoba. Wszystkie moje lęki, kompleksy i grzeszki, a ja jej. Byłam przy niej po porodzie kiedy trzeba było okładać piersi kapustą i „wachlować” rany po pęknięciach. Można by powiedzieć, że znamy się na wylot. Rozmawiam z nią czasem o IVF, ale na zasadzie hipotetycznej raczej. Niedawno zapytała mnie wprost, czy jest jakiś konkretny plan, termin itp. A mnie zatkało.

środa, 30 września 2015

FALSE START




Mieliśmy zaczynać! Całą noc nie spałam. Kto myśli, że korzystanie z IVF to jak pójście do supermarketu i wybór ślicznego, błękitnookiego aniołka z blond loczkami jest ignorantem. Dojrzewałam do tej decyzji 6 lat. Sześć dłuuugich lat wykorzystywałam wszystkie alternatywne możliwości jakie oferowała medycyna. Mogę śmiało powiedzieć – zrobiłam wszystko. A mimo to, choć nie mam już innego wyjścia i wiąże jednocześnie duże nadzieje z procedurą, bardzo to wciąż przeżywam…

poniedziałek, 28 września 2015

PRAGNIENIE


Znacie to ukłucie (?) gdy maluch (przyjaciół, znajomych, kogoś z rodziny) bawi się z Wami w najlepsze i nagle przewróci się, uderzy, coś go zaboli... cała ta krucha więź, którą udało się Wam z wysiłkiem zbudować podczas beztroskich harców rozsypuje się w jednej chwili w proch, a malec biegnie prosto w najbezpieczniejsze miejsce pod słońcem - w ramiona mamy.

FASCYNACJA


Marzenie z dzieciństwa...

Jak to możliwe?
Skąd ja wiedziałam,
będąc małym szkrabem,
że to jest moje przeznaczenie?!? 

sobota, 26 września 2015

WZRUSZENIE




Jestem wzruszona! 

Ciepłym przyjęciem, jakie mi zgotowałyście:) Dziękuję za wszystkie maile, komentarze, powitania, słowa wsparcia.  Tego się nie spodziewałam. DZIĘKUJĘ!

Są dobrzy ludzie na tym  świecie! To jest moje życiowe motto:) Zawsze sobie to powtarzam, wszędzie widzę tego dowody, staram się dorzucić kiedy mogę moje ziarenko do koszyka, ale gdy sama już tej dobroci doświadczam to bardzo się temu dziwię. Jak dziecko, które poznaje coś po raz pierwszy. Przyglądam się tej sytuacji z każdej strony. Zamykam oczy i otwieram, znowu mrugam, a ONI wciąż tam są:) Może dlatego, że jakiś wewnętrzny krytyczny głos (mojej mamy) podpowiada mi, że na to dobro nie zasługuję. 

czwartek, 24 września 2015

MELANCHOLIA cz. II





Musiałam podzielić tego posta na dwie części, choć może lepiej by było na cztery;) bo zawartość zaskakująco obszerna. A wracając do "mojej historii"...

Po pięciu latach trafiliśmy z polecenia do Rzetelnej. EUREKA! W końcu ktoś potraktował nas poważnie! W końcu ktoś tak jak ja chciał zrobić plan. W końcu ktoś wzbudził moje zaufanie. 

środa, 23 września 2015

MELANCHOLIA cz.I



Po wczorajszym wirtualnym "haju" emocje na szczęście trochę opadły, uff 

Taka już jestem, że jak się za coś zabieram to na 150% i każdym nowym krokiem cieszę się jak dziecko. Ma to swoje plusy oczywiście, dużo dzięki temu osiągnęłam i wiele rzeczy na pozór niemożliwych stało się możliwymi, ale minusem jest, że te 150% pochłania bardzo dużo  energii. Wtedy rozwijam się w zawrotnym tempie w jednym/kilku kierunkach, a w innych stoję w miejscu i czekam... na jakiś lepszy moment, który nie nadchodzi bo przecież mam ręce pełne roboty. Uczę się! Jak mądrze rozkładać siły i dobrze układać priorytety.

wtorek, 22 września 2015

EUFORIA



Obudziłam się dziś rano z takim zastrzykiem endorfin i adrenaliny, że niemal wyskoczyłam z łóżka:) Gdzie był internet, kiedy ja zaczynałam swoją drogę do szczęścia?!?! Gdzie były wszystkie blogi, kiedy ja dzień w dzień samotnie toczyłam walkę? Albo gdzie ja miałam oczy;) Jestem całkowicie zachwycona. Czuję się jakby nagle ktoś otworzył mi drzwi do całkiem nowego świata, w którym nie jestem szajbniętą wariatką, która nie radzi sobie z emocjami, leczeniem, wyzwaniami zmagań z niepłodnością tylko jedną z WIELU kobiet przechodzących przez tę sytuację. Każda w charakterystyczny dla siebie sposób, a jednak w tak podobny pod wieloma względami. 

poniedziałek, 21 września 2015

No to zaczynamy...


Zbierałam się do założenia tego bloga od czterech tygodni (logistycznie) i od sześciu lat (emocjonalnie). Jestem szczęśliwą mężatką! Jeszcze sześć lat temu uważałam się za spełnioną kobietę sukcesu - mimo trudnego dzieciństwa miałam siłę, aby stworzyć w myślach, a potem przenieść na rzeczywisty grunt moje wyśnione życie. I udało się... mąż, którego niebiosa mi zesłały, liczne grono przyjaciół, dalekie podróże, stypendia, studia skończone z doskonałym wynikiem, świetna praca, miłość do tańca i uczucia ciepła, radości, entuzjazmu i nadziei, które płynęły na mnie strumieniami wraz z licznymi innymi błogosławieństwami od Boga.