czwartek, 16 marca 2017

OCZEKIWANIE

Zbierałam się do tego posta od kilku tygodni i za każdym razem, gdy siadałam do komputera oczy zachodziły mi łzami... Czekałam, aż przejdzie ta wilgotna pogoda, ale widzę, że do tego nie dojdzie, więc uzbroiłam się w pudełko chusteczek i piszę;)

Źródło

Migawka nr 1

Laaaaaata temu, kiedy dzieci miałam jeszcze tylko w planach. Rozmawiam z bliską osobą i serce mi pęka na widok jej spoconych oczu i zaciśniętych ust... 
Szósty rok starań to dla mnie abstrakcja. Ja będę mądrzejsza jej doświadczeniem. Nie będę tyle czekać. Pójdę do lekarza zaraz po rozpoczęciu starań.

Migawka nr 2

Rok za nami. Idziemy do lekarza. Wszystkie wyniki w normie. Lekarz zwraca uwagę, że jestem młoda i zdrowa. Proszę się starać dalej na własną rękę. No chyba, że chcecie IVF. Nie chcemy...

Migawka nr 3

Przewijam i kąpię (kolejnego już) noworodka. Kocham go od pierwszego wejrzenia i każdym porem mojego ciała czuję, że on przecież powinien być mój. Ale mój nie jest... Zajmij się swoimi sprawami, a nie cudzymi dziećmi - słyszę od życzliwego przyjaciela. Równie dobrze mógłby mi przyłożyć kijem bejsbolowym w głowę. 

Migawka nr 4

Ginekolog. Zdradzę Pani sekret. Znam metodę poczęcia skuteczną w osiemdziesięciu procentach. Postronnej osobie kazałabym spadać na bambus, bo już się o takich skutecznych metodach nasłuchałam nie raz. No ale to w końcu lekarz. Autorytet. Doświadczenie. Słucham. 8 niepłodnych osób na 10, które wyjadą na półtora miesiąca wakacji na odludzie, wraca do domu w ciąży. Ręce opadają i tracę wszelkie nadzieje na zdrowy rozsądek bliższego i dalszego otoczenia skoro już nawet lekarz takie farmazony plecie. Proszę o wystawienie recepty na tę nowatorską "terapię". Nie otrzymuję jej. Trąba nie ginekolog;)

Migawka nr 5

Bratanek właśnie odrobił lekcje w moim domu. Rozmawiamy o szkole, kolegach, domu, życiu. Chciałbym ciociu, żebyś była moją mamą, a mama żeby była ciocią... Powstrzymuję ostatkiem sił lawinę łez, choć wiem, że to tylko dziecko. Za dwie godziny zmieni zdanie i nie będzie pamiętać co powiedział. Nawet wolę, żeby nie pamiętał i żeby przypadkiem w złości nie powiedział tego mamie. A jednocześnie, marzę o dziecku, które będzie się tak złościć na mnie...

Migawka nr 6

Siedzę w sali pełnej ludzi. Rozmawiam. Żartuję. Pękam ze śmiechu. Wygłupiam się. Wszyscy mnie zaczepiają. Z tym umawiam się na spacer, z tamtym na kawę, jeszcze z innym do kina. Ktoś się zwierza, a ktoś proponuje wspólny wyjazd. Jest gwarno i wesoło, a ja czuję się przeraźliwie samotna i zupełnie nie rozumiem dlaczego...
Co i raz zaczynają docierać do mnie sygnały, że robię się trudna w relacjach, że coś ze mną nie tak. Powinnam mówić o moich problemach (bo przecież wszyscy "mają prawo" o nich wiedzieć) i otworzyć się na pomoc od otoczenia. Staram się być jak najmniej uciążliwa dla bliskich. Uśmiecham się, żartuję, pomagam, wspieram, jestem siłaczką. Aż w końcu pękam, zaczynam mówić o sobie i otwieram się na wsparcie. Liczba przyjaciół kurczy się o połowę w kilka tygodni...

Migawka nr 7

Mąż wysiada w złości na ruchliwym skrzyżowaniu, bo próbuję z nim ustalić ile maksymalnie zapłodnimy komórek. Chcę to policzyć, zmierzyć, oszacować prawdopodobieństwo i podjąć najwłaściwszą decyzję. Rozkładam wszystko na czynniki pierwsze po raz setny. On ma dość, bo rozumie już (ja zrozumiem za kilka tygodni/miesięcy), że nie dysponujemy i nie będziemy dysponować wystarczającą wiedzą, żeby podjąć najwłaściwszą decyzję. To w dużej mierze loteria. Z "pomocą" najpierw przychodzi ustawa ograniczająca liczbę komórek do sześciu, a potem mój organizm, który i tak nie produkuje więcej. Los rozwiązał problem za nas. Mąż więcej z samochodu nie wysiada.

Migawka nr 8

Masz złą dietę.
To dlatego, że używałaś tamponów.
Za długo zwlekaliście.
Wyeliminuj gluten i jedz więcej marchewki.
Wyluzuj.
A badałaś już...? 
Zmień koniecznie swojego lekarza na mojego.
Musisz iść na akupunkturę. Bez akupunktury ani rusz.
Sąsiadka koleżanki siostry zrobiła to i to i zaszła. Masz niezbity dowód, że TO działa. Przemyśl to.  
 
Przysięgam sobie, że jeszcze raz usłyszę taką radę, choćby nie wiem w jak dobrej wierze przekazaną, a powiem SP******AJ. Nie mam w zwyczaju przeklinać. Zamiast tego następnym razem wygłaszam tyradę o tym, jak bezsensowne i bolesne są takie sugestie. Mój rozmówca słucha cierpliwie i kiwa głową ze zrozumieniem. Czuję, że w końcu trafiłam na rozumną, empatyczną osobę. Żegnamy się i na odchodne słyszę: Rozumiem wszystko co mówisz. Masz rację. To faktycznie trudne i bolesne. Ale może jednak przemyśl moją radę (w domyśle: gdy będziesz w lepszym humorze). I co mi po dobrym wychowaniu? Trzeba było ograniczyć się do wulgaryzmu!
 
Migawka nr 9

Siedzę przed laboratorium w klinice leczenia niepłodności. Jest moja kolejka, ale próbuję przepuścić dziewczynę w zaawansowanej ciąży. Nie, nie, dziękuję! Tutaj Pani ma pierwszeństwo, mnie się już nigdzie nie spieszy. A potem wdajemy się w rozmowę, wysłuchuję historii wielu lat starań i po raz kolejny uzyskuję zapewnienie, że większości (nawet po bardzo wyboistej drodze) w końcu się udaje. UDAJE SIĘ. To był akurat ten dzień, kiedy znowu traciłam wiarę. I jak tu nie wierzyć w Anioły...

Migawka nr 10

Wsiadam do taksówki z okazałym już brzuchem. Kierowca gratuluje i mówi, że starają sz żoną, ale właśnie znowu poroniła. Serce się kraje, biorę głęboki oddech... Opowiadam swoją historię, próbując dodać otuchy i zapewnić, że większości się udaje. UDAJE SIĘ. Zapytana podaję nazwy leków. Rekomenduję klinikę, lekarzy i obiecuję modlitwę. Mam nadzieję, że będą z żoną w większości, która przez te wszystkie lata dodawała mi otuchy...

45 komentarzy:

  1. Bardzo trafnie opisane! Większość emocji mamy identyczne oczekując na ten cud... Też liczę że będę w większości kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci tego życzę!!!
      W końcu Milagros to cuda:)
      To nie może być przypadek!

      Usuń
    2. Jesteś kochana :-* Życzę zdrowia dla Groszka!

      Usuń
  2. Poryczałam się i jak ochłonę to może coś tam jeszcze napiszę. Wyboista ta droga, ale z jakim pięknym koncem :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Migawki...mam ich trochę. To śmieszne ale wspomnienia wracają czasem nieproszone i czasem wałkuje w głowie niektóre sprawy. Niektóre piękne inne budzące dreszcz .

    Pamiętam ze kiedyś z półtora roku temu pisałam Ci też, że moja znajoma po kilku latach starań ma bliźnięta poczęte invitro. Wiele wiele takich historii ma pozytywne zakończenie. Ogromnie się ciesze ze dolaczyliscie do szczęśliwców i za niedługo skarb będzie z Wami . Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaglądam czasem do dawnych wpisów i trudno mi uwierzyć, jak mocno zmieniło się moje życie od tego czasu. Cieszę się, że dzięki blogowi mogę do tych sytuacji wrócić i zobaczyć, jak daleko zaszliśmy.

      Usuń
  4. Takich migawek przeżyłam klika. Nasza upragniona roczna córa biega właśnie :) a naturalny cud który ma 22 tygodnie rośnie w brzuchu :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny obrazek wyrysowałaś mi przed oczami :) Czasem sobie myślę, że za nami siedem lat "chudych" migawek, więc nadszedł czas na tłuste :)

      Usuń
  5. To żeś mnie zupełnie rozmiękczyła, zwłaszcza dziś :-* pięknie napisane :-* calujemy i przytulamy mocno :-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też poproszę te chusteczki. Piękne, to, co napisałaś. Niepłodność czai się wszędzie..W kolejce w supermarkecie, w parku, w taksówce... Jest tyle par, które cierpią w samotności, w milczeniu... :(
    Dziękuję za te słowa. Chcę wierzyć, że będziemy w większości.
    Uściski dla Was 😙

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę z całego serca, że tak się właśnie stanie. Nie przestanę zaciskać kciuków, aż Wasze marzenie się spełni☺😘☺

      Usuń
  7. Migawki... czasem dają o sobie znak. Na szczęście coraz rzadziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę, żeby zniknęły całkiem, bo ukształtowały mnie tym kim jestem obecnie. Ale nie pogniewam się, jak stracą na intensywności;)

      Usuń
  8. Popłakałam się. Umiesz pisać tak pięknie. Wyjątkowo.
    Czekam na finał niecierpliwie. Na nowy początek. Na uczucia chciane. Wytęsknione..SPEŁNIONE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo tych wyczekanych uczuć u mnie przez całą ciążę:) Ciekawa jestem ogromnie co wydarzy się dalej:)))

      Usuń
  9. :* Jesteś cudowna, przeszłaś tak wiele ..
    Nie mogę się doczekać posta o narodzinach ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja z Tobą :) Całusy dla (już nie takiej małej😉) Smerfetki 😘

      Usuń
  10. Długo nie piszesz, ale jak już coś napiszesz, to aż się chce czytać wiele razy.
    Pamiętam tę Twoją spadającą betę po poprzednim transferze. Miałam się uśmiechać wybielonymi zębami. Powiem Ci, że u mnie nic z tego nie wyszło. Zęby wróciły do swojego koloru. Nawet za darmo powtórzyli zabieg, bo byli zaskoczeni, że po miesiącu nie było śladu zabiegu. Drugi też nic nie zmienił. Jestem w 1% pacjentów, którym nie da się wybielić zębów.
    Wydałam 1500 zł, żeby się o tym przekonać.
    Zaczynam się bać, że z ciążą jak z zębami.Kupa bólu, wydatków i nic z tego nie będzie. Mój organizm robi co chce. Komuś w końcu się nie udaje. I jednak przy ivf jest to dość spory odsetek.

    Coś czuję, że Tobie trafi się jeszcze naturalny cud na dodatek. W końcu jesteście młodzi i zdrowi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wężon nie zapominaj doceniać tego że jednak raz się udało i masz swój CUD ;)

      Usuń
    2. Wężon, żebym to ja miała szklaną kulę... Ale nie mam. Mam za to OGROMNĄ nadzieję, że te wszystkie wyrzeczenia, ból, wydatki... zaowocują w końcu piękną, wyczekaną, zdrową, donoszoną, nudną ciążą!!!

      Usuń
    3. P.S. A że doceniasz swój CUD to nie nam wątpliwości:) Najmniejszych:)

      Usuń
  11. Wiesz, jak mocno bym Cię przytuliła, wyściskała?? Jak się cieszę? Wiedz, że bardzo!

    Cieszę się, że migawki to już wspomnienia.
    I że ciągle pisze się nowe. Piękne i wyczekane.


    Całusów moc! Groszuń szufelka od niebieskookiego. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam się ściskać ;) I cieszyć w towarzystwie życzliwych osób! Od razu się radość multiplikuje :)

      Te migawki wyciskają łzy, przywodzą na myśl trudne wspomnienia, ale nie tylko... Noe chciałabym och wymazać. Mimo wszystko przeplatały się z wieloma dobrymi chwilami. Poza tym ukształtowały mnie taką, jaką jestem, więc nie wykreśliłabym żadnej z nich z mojej przeszłości. Czasem nawet jestem w stanie spojrzeć wstecz na te chwile (choć nie wszystkie) z życzliwym sentymentem.

      Groszula przybija pionę :D

      Usuń
    2. Możesz patrzeć z życzliwym sentymentem, jak na smutnawy film z happy endem. A gdybyś nie była w tym miejscu? Migawki cięłyby jak nóż.
      Cieszę się, że teraz mogą już tylko blaknąć.

      Usuń
    3. Ja tak patrzyłam od dość dawna, gdy droga do dziecka wydawała się jeszcze bardzo daleka... Pisałam nawet o tym w jednym z postów, gdy zaczynałam prowadzić bloga. Mimo bólu i łez, niepłodność sporo mi dała, dużo mnie nauczyła, wykształciła cechy, których bez niej nie miałabym szansy rozwinąć. Dlatego właśnie nie chcę by całkiem wyblakły.

      Usuń
    4. A co do happy endu... ja tego tak nie widzę. Oczywiście cieszę się (to mało powiedziane), że zaszłam w ciążę, że za chwilę poznam Groszka, ale bardziej określiłabym moment, w którym jesteśmy jako nie koniec, nawet nie początek, ile jako ciąg dalszy historii, którą zaczęliśmy pisać z mężem wiele lat temu. Mam nadzieję, że będzie szczęśliwa. Częściowo dzięki Groszkowo, częściowo dzięki czynnikom, które czyniły mnie szczęśliwą do tej pory, a może też dzięki nowym, które dopiero przed nami:)

      Usuń
    5. Zawsze koniec czegoś jest początkiem czegoś innego. W tym wypadku wspaniałego.
      To koniec pierwszej wojny z niepłodnością.
      Oby poddała się bez walki, jak zapragniecie rodzeństwa dla Groszka.

      Usuń
    6. Oby:) Już pragnę, choć jak Groszek da popalić to kto wie czy się nam pragnienia nie zmienią ;)

      Usuń
  12. Jak ja to doskonale znam. Wszystko!!! I myślę, że wszystkie z nas, te, które musiały zstąpić do piekieł, żeby doczekać się swojego cudu. Mój ma już 8 miesięcy, raczkuje po całym mieszkaniu, bałagani niemiłosiernie, ale za każdym razem kiedy już prawie tracę cierpliwość wstając po raz 5 w nocy, czy odkurzając czwarty raz mieszkanie, chociaż nie ma jeszcze 14, przypominam sobie jakim jest CUDEM i jak bardzo na niego czekałam!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję tego wyczekanego CUDU!!!! Dobre określenie z tym zstępowaniem do piekieł...

      Mam nadzieję, że i u mnie będzie jak u Ciebie, kiedy Groszuń Wrzaskun postanowi dać popalić :)

      Usuń
  13. Uczuciowa jak Ty już się pojawisz na blogu to czytam raz, czytam drugi raz i trzeci i przeważnie nie wiem co napisać. A jak już wiem to oczy mam pełne łez i nic nie widzę... Twoje migawki są bardzo wzruszające i tak prawdziwe. Wydaje mi się że większość z nich mogłabym przypisać i sobie, ale i innym kobietą/parą którą mają za sobą podobną drogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze wywołałam jakąś powódź ;) Nie spodziewałam się do końca, choć w sumie trudno się dziwić, skoro sama ryczę jak bóbr na te wspomnienia ;)

      Usuń
  14. Jejku tak pięknie piszesz 😘jak zawsze zresztą. Siedzę w pracy i łzy same mi lecą. To takie piękne co piszesz. Długa droga która kończy się wreszcie szczęśliwie 😘 nasza kochana Uczuciowa 😍😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniec będący nowym, wyczekanym początkiem ☺ Lawina emocji w mojej głowie! Dzieje się 😊

      Usuń
  15. Dobrze Cię znowu czytać :) Każda z nas chyba może podpisać się pod tym postem... Dokładnie wiem i rozumiem, przeżyłam i doświadczyłam. Może poza ostatnią migawką. Ale mam nadzieję, że jeszcze tego doświadczę.

    Proszę, zaglądaj tu do nas częściej..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci tej migawki NAJMOCNIEJ!!!
      Będę zaglądać:) Postaram się jeszcze w tym tygodniu wrzucić jednego posta:)

      Usuń
  16. Moje migawki wprawdzie inne - bo związane z adopcją - ale reakcje zawsze podobne i chusteczki w dużej ilości też jak najbardziej pożądane :) Bardzo się cieszę, że się Wam i nam udało :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie zliczę ile razy traciłam wiarę... Bardzo się cieszę, ale też boję na tej ostatniej prostej... Modlę się codziennie, żeby nasz CUD przyszedł na świat, zadowolony, cały i zdrowy:)

      Usuń
  17. Tak się wzruszyłam, czytając ten wpis... Jaką długą drogę przebyliście we dwoje i jaki szmat drogi pokonał Groszek, by do Was trafić. Ale wiedział, co robi, bo u takich rodziców będzie miał najlepiej pod słońcem. Czekam razem z Wami na piękny finał. Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przystało na kobietę w zaawansowanej ciąży siedem razy dziennie kwestionuję czy ja się w ogóle na tę matkę nadaję ;) bo że mój mąż będzie dobrym ojcem to wątpliwości nie mam żadnych. Bardzo emocjonalna ta końcówka! Rozedrgana jestem strasznie!!! Aaaaa! A przede mną jeszcze szaleństwo hormonów po porodzie, baby blues itp. Aaaaaaa! ;)

      Usuń
    2. Wiesz, im dalej w macierzyństwo, tym tych wątpliwości więcej.

      Teraz już wiem, że się nie nadaję na matkę. Jestem niezłym ojcem. Na szczęście J. jest świetną mamusią.

      Usuń
    3. Mogę być i ojcem jeśli mąż uzupełni matczyne braki;) Razem coś tam z siebie wykrzesamy, w nadziei, że Małemu wystarczy to co mamy do zaoferowania;)

      Usuń