czwartek, 3 grudnia 2015

AUSTRALIA



"Podjęcie decyzji o dziecku jest jak planowanie podróży do Australii. Słyszałeś, że jest to wspaniałe miejsce, przeczytałeś mnóstwo przewodników i czujesz się gotowy do drogi. Każdy kogo znasz podróżował tam samolotem i mówi, że podczas lotu mogą pojawić się turbulencje, z okazjonalnymi nagłymi lądowaniami, ale Ty wiesz, że ta podróż jest Ci przeznaczona! Wiesz, że będzie cudownie. Ruszasz więc na lotnisko i prosisz w kasie o bilet do Australii. Ups! Wygląda na to, że nie ma miejsca dla Ciebie. Musisz czekać na następny lot. Niecierpliwie, ale pamiętając, jaki będzie wspaniały. I czekasz, czekasz, czekasz...

Nieustannie lądują i odlatują samoloty. Ludzie mówią Ci rzeczy, takie jak:  "Zrelaksuj się, wkrótce zacznie się Twój boarding". Możesz też zobaczyć, jak inni, którzy już zostali odprawieni, w ostatniej chwili decydują się odwołać swój lot. Po długim czasie oczekiwania agencja podróży mówi do Ciebie: 
"Przykro nam, ale nie możemy zaoferować lotu do Australii, proszę przemyśleć opcję podróży łódką". 
Łódką!?! Myślisz: no tak, ale to zajmie mi dużo czasu i będzie bardzo kosztowne, a ja całym sercem chcę lecieć tam samolotem. Smutny wracasz do domu i myślisz, że być może to nie jest dobry pomysł, by udawać się w tę podróż. Zastanawiasz się czy Australia będzie równie piękna, jeśli dostaniesz się tam łodzią. Ale ostatecznie, tak długo już marzysz o tej podróży, że w końcu decydujesz się popłynąć tam drogą morską. 

Podróż jest długa i trudna, nie ma stewardessy, która zadba o Twój komfort. Zaczynasz zadawać sobie pytanie, czy kiedykolwiek zobaczysz wybrzeże, gdy tymczasem wielu Twoich przyjaciół zaliczyło już kilka lotów, zawsze opowiadając cuda o celu Twojej podróży. 

Wtedy nadchodzi wspaniały dzień, Twoja łódka cumuje u wybrzeży w Australii! Kontynent jest bardziej niezwykły, niż mogłeś sobie wyobrazić, a długa podróż powoduje, że jeszcze bardziej doceniasz jego piękno. Po drodze zdobyłeś dobrych przyjaciół, poznałeś siebie samego, porównując swoją historię z innymi pasażerami. Ludzie nadal latają do Australii tak często, jak chcą. Ty możesz tam popłynąć tylko raz, może dwa przy odrobinie szczęścia. I wciąż słyszysz rzeczy takie jak: "Jakie to szczęście, że nie musiałeś lecieć! Mój lot był straszny!" jednocześnie zastanawiając się, jak by to było, polecieć do Australii.  

Ale teraz już wiesz, że zostałeś obdarzony nową wizją tego miejsca. Wiesz, że piękno Australii nie leży w sposobie, w jaki się tam dostałeś, ale w miejscu samym w sobie."

Kiedy przygotowywałam się do mojej podróży do Australii miałam jasną wizję. Wiedziałam jak się odbędzie. Starannie się przyłożyłam, zrobiłam szczegółowy plan podróży. Miałam wiedzę teoretyczną i przygotowanie praktyczne, dbałam o zdrowie i dobre warunki dla mojego dziecka.  Los... Bóg... nieubłagana statystyka... zdecydowały, że nie wsiądę do zarezerwowanego samolotu. Postanowiłam płynąć łódką, nie wiedząc do końca na co się decyduję. Płynę tak już wiele lat. Zaliczyłam po drodze sztormy i piękne wschody słońca. Straciłam kompas i poruszałam się podążając za intuicją. W całej podróży od początku towarzyszył mi mąż, choć mam wrażenie, że bywały momenty, gdy wiosłowałam sama. 

Odkąd wiosłujemy razem jest mi niewyobrażalnie lżej. Bywało trudno, czasem dryfowaliśmy w nieznanym kierunku, czasem jedno traciło siły, wtedy drugie chwytało za pagaje i  wiosłowało ze zdwojoną siłą. Zdarzało się, że opadaliśmy z sił oboje, ale zawsze podnosiliśmy się w końcu jeszcze mocniejsi niż przedtem. Na pewnym etapie drogi, zobaczyliśmy jak wiele podobnych łódek płynie z nami przez ten ocean przeciwieństw. Unikam teraz ludzi, którzy z samolotu zrzucają pociski na naszą łódkę. Garnę się za to do tych, którzy stoją u mojego boku, motywują, rozumieją, albo choć starają się zrozumieć. Zarówno w życiu realnym, jak i tu w wirtualnym, doświadczam bardzo dużo wsparcia. 

I mimo, że tak intensywnie wypatruję i wciąż nie widzę wybrzeży. Mimo, że czasem we mgle nie widzę tych innych łódek, a mąż siedzi z tyłu i czuję się bardzo samotna, to dziś jest dobry dzień. Dziś jestem wdzięczna, za te relacje, które w mojej długiej podróży zdobyłam, naprawiłam, umocniłam. Relacje z innymi, z moim mężem i z sobą samą. Nie poddaję się! I Wy też się nie poddawajcie!


25 komentarzy:

  1. Mam nadzieję,że w końcu postawimy walizki na brzegu i będziemy biegły w stronę lądu najszybciej jak się da!Życzę tego Wam i wszystkim, którzy z nami płyną;)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak! I zobaczymy kangury i misie koala, i będziemy zatapiać zmęczone stopy w gorącym piasku... Będzie pięknie:)

      Usuń
  2. Piękny wpis i tyle w tym prawdy. Ja chyba w naszą podroż to na tratwie się wybrałam, chciałabym zobaczyć upragniony ląd bo sił do wiosłowania powoli brakuje:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wypatruję, wizualizuję, cuda sobie wyobrażam... a mimo to, jak trzeba było wiosłować, tak trzeba nadal:/ Czasem mam wrażenie, że przesiadam się do kajaka, czasem wydaje mi się, że i z niego wypadam, dryfując w zarzuconym przez męża kole ratunkowym. Często brakuje sił, ale nawet wtedy nie tracę determinacji i póki nie brak mi tchu, gotowa jestem płynąć nawet wpław. Czasem tylko straszna złość mnie ogarnia, że nade mną te samoloty latają przecież...
      Staram się jednak skupiać na tej pozytywnej stronie sytuacji. Np. na tym, że w międzyczasie zaliczyliśmy z mężem trzy olimpiady i mamy brąz za wiosłowanie na krótkim dystansie, srebro na średnim i złoto na długim:) Ściskam Cię Elu:) Dziś mam trochę zaoszczędzonej na czarną godzinę energii. Nie wykorzystałam jej jeszcze, więc wysyłam Ci właśnie elixirem;) Ściskam Cię mocno i ciepło :***

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. :) Też tak sądzę ;)

      Strasznie dużo daje mi do myślenia za każdym razem gdy do niego wracam:) Życie jest takie bogate, a czasem mamy tendencję, żeby widzieć tylko to co na wierzchu... Pół biedy jeśli ten wierzchołek jest radosny i kolorowy, gorzej gdy cuchnie i jest szaro-bury...

      Usuń
  4. Ładnie to ujęłaś... i bardzo trafnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym być autorem całego wpisu, a nie tylko części, ale jak to często bywa, najpiękniejsze historie, przemyślenia, refleksje piszą anonimowi twórcy. To porównanie do Australii znalazłam w necie. Towarzyszy mi od dłuższego czasu i jest swego rodzaju balsamem na moje poharatane serce:)

      Chciałabym, żeby podniosło na duchu kogoś więcej niż tylko mnie...

      Usuń
  5. Uwielbiam czytać Twoje posty zawsze trafnie ujmiesz to co jest najważniejsze ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Bardzo mi miło:)
      Trochę czasu mi zajęło, żeby przewartościować różne sprawy i ustawić na podium te najistotniejsze, a zsunąć niżej te, które tylko udawały, że są ważne... Nie bez zmęczenia i bólu to zrobiłam, ale mimo "intelektualnych zakwasów", jest wielka satysfakcja, która łagodzi trochę dyskomfort:)

      Usuń
  6. Nareszcie do Ciebie dotarłam i trafiłam na tak piękny wpis. Życzę, abyście wspólnie jak najszybciej dopłynęli do brzegu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w moich skromnych progach i dziękuję bardzo:)
      Takie życzenia zawsze chętnie przyjmuję i pieczołowicie gromadzę, wierząc że w końcu się spełnią:)

      Usuń
  7. Pięknie to napisałaś :) niesamowite jak tą ciężką drogę ubrałaś w słowa :) Cudowne porównanie :)
    Dziewczyny mamy jeszcze pół roku :)
    Nie poddajemy się :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na Śląsku nie ma nigdzie już miejsc nawet na listy rezerwowe ;( więc pozamiatane

      Usuń
    2. Paradise, niebieską czcionką napisana jest historia, którą znalazłam w necie na jakiejś zagranicznej stronie i przetłumaczyłam (mój komentarz jest na czarno poniżej).
      Mnie też bardzo ujęła:) I bardzo dodaje mi otuchy, sił i poczucia sensu w tym wszystkim z czym przyszło nam się zmagać.
      Mnie pół roku nie obowiązuje, bo nie korzystam z programu, ale tak czy inaczej staram się nie wybiegać myślami tak daleko. Stawiam krok, po kroku. Myślę o tu i teraz i najbliższej przyszłości. Tak jest lżej, bardziej efektywnie, piękniej:)

      Karolina, przykro mi:/ Do dupy te zmiany:( A próbowałaś poza Śląskiem? Wiem, że dziewczyny jeżdżą do klinik i na drugi koniec kraju. Może gdzieś jeszcze jest szansa?

      Usuń
    3. Nie chcą przyjmować z innych miast bo w pierwszej kolejności są przyjmowane kobiet z ich rejonów ;( kolejki są masakrycznie długie więc bez szans

      Usuń
    4. Cholera!
      Karolina nie łam się:* Zgodnie z symboliką wpisu, mam nadzieję, że to jest przejściowy sztorm, albo mgła, za którą czeka odpowiednie dla Was rozwiązanie... Mam nadzieję, że jak najszybciej się przerzedzi:*

      Usuń
  8. Kurczę... Niesamowite porównanie. Jakie prawdziwie...
    Życzę, żeby Wasza podróż dobiegała już końca. I żeby była też kolejna. I niech będą obok łódki z przyjaciółmi :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te łódki to jest niewyobrażalne wsparcie! Mimo, że jest ich tyle wokół czasem czuję się bardzo samotna, nie chcę nawet myśleć jak by to było, gdybyśmy musieli przechodzić przez to sami...

      Dziękuję za życzenia!!! One też dużo znaczą, też zmniejszają poczucie osamotnienia, pokazują, że jest ktoś, choć może daleko kto choć odrobinkę dobrze nam życzy i to jest nie do przecenienia.

      Usuń
  9. Wspaniale napisane. Pięknie i wzruszająco, ale bez patosu i zadęcia. Życzę Wam dalszej podróży spokojnej i szczęśliwej - i jak najszybciej zakończonej dobiciem do upragnionego brzegu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie wzrusza baaaaaaardzo to porównanie do Australii. Każde słowo tak prawdziwie opisuje drogę do Groszka...

      A co do szczęścia i spokoju... to jest moje wielkie odkrycie z ostatnich miesięcy, że ta podróż jest nie tylko trudna, długa, bolesna... ale właśnie może być też szczęśliwa, płodna, uspokajająca, wzbogacająca nas i nasze otoczenie... W dużej mierze to od nas zależy jakie będą proporcje tych, tak różniących się od siebie, doświadczeń.
      Dziękuję Ci!! Czekam na ten moment zacumowania jak na nic innego. A jak już zacumuję, to w pierwszej kolejności, pobiegnę na pocztę i wyślę, najpiękniejsze jakie znajdę, kartki do wszystkich, którzy kibicowali nam w tej podróży:) :*

      Usuń
  10. Również dołączam się do otrzymanych kciuków...wzruszajace to porównanie. Powiem,że jest coś takiego,jak się podejmie TĄ decyzję,to raczej nikt się nie nastawia na trudności po drodze.
    Ale mówią,ze przez ciernie do gwiazd! Z całego serca Wam kibicuję i mam nadzieję,że 2016 to będzie bardzo dobry rok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez ciernie do gwiazd... zwizualizowałam sobie te słowa i stwierdzam, że bardzo piękny obraz z tego powstał!
      Cieszę się bardzo, że tylu mamy kibiców. Każde takie wspierające słowa przechowuję jak najcenniejszy skarb:)

      Usuń
  11. Prawdziwe. Pieknie opisane. Zycze Ci bys w koncu dotarla na brzeg Australii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Tykająca;)
      Jak mi miło, że wyrwałaś się na moment pielęgniarkom i zajrzałaś tu do mnie:)
      Dziękuję za życzenia!
      Myślę o Tobie i Twoich Gagatkach i odliczam:)

      Usuń