czwartek, 24 listopada 2016

WDZIĘCZNOŚĆ

Źródło
Moi znajomi obchodzą dziś Święto Dziękczynienia. Zaprosili nas na indyka, a ja od tego czasu myślę (jeszcze bardziej intensywnie niż zwykle), że pośród licznych nieszczęść (choć pewnie lepiej nazwać to trudami i wyzwaniami życia), spotkało mnie też duuuuuuuuuuużo szczęścia. I to za nie dzisiaj postaram się podziękować:)

środa, 2 listopada 2016

ŻAŁOBA po kimś kogo nigdy nie było

Ostatnie dni natchnęły mnie nostalgicznie. Miałam trochę czasu na refleksje zapalając znicze nad grobem (mniej lub bardziej) bliskich mi osób. To nie były nowe refleksje. Mierzyłam się z nimi przez całe lata. Jakiś czas przeczytałam artykuł, który zainspirował mnie, by głębiej się nad tymi refleksjami pochylić, a dziś wypływają ze mnie w postaci postu...

czwartek, 13 października 2016

Jeszcze trochę dpt - zanim przerzucę się na tygodnie;)

Codziennie zbierałam się do napisania tego postu. Codziennie wyskakiwało coś. A jak już wszystkie zobowiązania rodzinno-zawodowe załatwiłam, to rozłożyła mnie choroba. A potem fakt posiadania taaaaakich zaległości powodował, że (z poczuciem winy) robiłam sobie jeszcze większe, przewracając się w łóżku z boku na bok i czekając na słynny przypływ energii w drugim trymestrze, który nota bene właśnie się zaczął:))) SZOK!!! Przypływu energii jeszcze brak;)
Wybaczcie mi te dpt (Kas, wybaczysz?:*). Potrzebuję czasu (sporo... jak widać na załączonym;p), żeby przerzucić się z trybu potransferowego na ciążowy;) Ale uspokajam. TO NASTĄPI:))) Już bliżej niż dalej;)

poniedziałek, 12 września 2016

NIE DO WIARY - update w 15 dpt i kilku następnych dniach ;)

No dobrze... Pora się przyznać do sekretu... Mam nadzieję, że wybaczycie ciężarnej Uczuciowej taki numer ;) Żeby nie było... Wszystko, co napisałam do tej pory się zgadza :) Pominęłam tylko jeden (istotny) szczegół. Otóż jestem już w 47 dpt. Tak jak pisałam w pierwszym poście z serii, nie wrzucałam wpisów początkowo, bo wydawało mi się absolutnie nieprawdopodobne, że przed październikiem podejdziemy do tego transferu. Pogodziłam się już (nie bez trudu) z wyjazdem mojego lekarza, a u innego nie chcieliśmy podchodzić, więc ten czas, który zakończył się transferem, miał w założeniu być tylko monitoringiem cyklu. Potem sprawy potoczyły się, jak szalone i zanim się obejrzałam minął miesiąc i nadszedł czas, żeby podzielić się tą RADOŚCIĄ z Wami. 

piątek, 9 września 2016

SZOK w 13 dpt

07:00

Wstałam bladym świtem. Oddałam krew. Poprosiłam pielęgniarkę o wykonanie WSZYSTKICH magicznych zabiegów, jakie zna (nad każdą fiolką, kodem kreskowym, klawiaturą, moim profilem pacjenta w komputerze). Tak jej się udzieliła presja, którą niespodziewanie włożyłam na jej barki, że kłucie zaliczam do najbardziej hardcore'owych ever!!!

czwartek, 8 września 2016

TRANSFER - podejście czwarte

TRANSFER

Poszło gładko:) Przed transferem wzięłam No-Spę. Lekarz delikatny, zabieg łagodny i bezproblemowy. Pęcherz trochę słabo wypełniony. Odpuściłam sobie stres związany z potencjalnym zasikaniem całego personelu i wypiłam trochę mniej niż zwykle. Lekarz sprawę odnotował, ale nie zganił. Pochwalił za to ładny śluz. Zapisał kolejne leki. Tym razem Prolutex, Fraxiparine, Lutinus, Luteina i No-Spa. Do tego mój zestaw czyli Wit. B6, B12, Magnez, Wit.D, Folik, Ubichinol. Bez Encortonu (Yupi!!!), ale i tak nazbierało się tego kilkanaście tabletek. 

środa, 7 września 2016

COMMING OUT



Miałam wypucować mieszkanie na błysk. Nagotować jedzenia na dwa dni. Uzupełnić zapasy w lodówce. Przeczytać potęgę podświadomości. Nabrać suplementów i zaopatrzyć domową videotekę. A! I umyć samochód:)

piątek, 12 sierpnia 2016

ZŁOŚĆ

Bywam WŚCIEKŁA!

Czuję się oszukana! Nie tak miało wyglądać moje życie! Nie takie miałam zbierać żniwa swojej pracy i zaangażowania! Nie tak miałam dojrzewać! Nie tak budować relacje z ludźmi! Nie tak spędzać (najlepsze?) lata mojego życia! Nie tak!

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Niepłodność złodziejka


Pisałam z czego zrezygnowałam świadomie krocząc krętymi ścieżkami niepłodności. Ale są też rzeczy, które zostały mi odebrane bez mojego przyzwolenia... Co niepłodność mi zabrała?

środa, 20 lipca 2016

WAKACJE od niepłodności c.d.

Wróciliśmy!

Tęskniłam... momentami;)

Wypoczęłam. 

Odcięłam się. 

Nabrałam sił. 

Przez chwilę poczułam się WOLNA od wszystkiego co mnie przytłaczało w ostatnich miesiącach, a może nawet latach.

Wracam do działania!

poniedziałek, 13 czerwca 2016

WAKACJE od niepłodności

Źródło
Mogą być udane lub nieudane. Krótkie i długie. Egzotyczne i takie, które zaplanowaliśmy w lokalnej agroturystyce. Kameralne we dwoje, albo takie w większej grupie sprawdzonych znajomych. Mogą być też takie, które wiele osób zmagających się z niepłodnością, dobrze zna. Wakacje, których nie było... Bo domowy budżet podupadł ze względu na wydatki związane z leczeniem. Bo transfer/punkcja/stymulacja/histeroskopia/biopsja akurat wypadły w terminie planowanego wyjazdu. Bo ekipa wybierająca się z Wami po raz kolejny planowała zabrać swoje pociechy, a Wy mieliście już po kokardkę słodkich uśmiechów nie swoich dzieci. Wreszcie bo straciliście chęć, po kolejnym niepowodzeniu, poronieniu lub stracie. 
Wakacji z tej ostatniej grupy zorganizowałam sobie wiele;) Mam bogate doświadczenie (pomysł na biznes, gdyby tylko był popyt na takie usługi...). Odwoływałam, przekładałam, z góry nie brałam pod uwagę. Bo zaraz miało być dziecko, bo leczenie bezczelnie odciskało piętno na zbyt wielu dniach w kalendarzu, a czasem też dlatego, że nastrój siadał i zwyczajnie mi się nie chciało. 


czwartek, 26 maja 2016

Dzień Mamy

Gdzie się nie obejrzysz widzisz czekoladki w kształcie serca, promocje na produkty do pielęgnacji, reklamy pokazujące szczęśliwe, uśmiechnięte matki. Zaglądasz na FB, a tam zdjęcia koleżanek obsypywanych kwiatami przez swoich mężów (świeżo upieczonych ojców), laurkami od dzieci, rozczulające się nad swoimi pociechami i nad ich nowym, piękniejszym niż kiedykolwiek życiem...

poniedziałek, 2 maja 2016

piątek, 29 kwietnia 2016

Ostatnia prosta




Dziś dziewiąty dzień stymulacji. Kolejne dwie wizyty za nami. Zbliżamy się ku końcowi. Zdjęliśmy nogę z gazu, bo więcej pęcherzyków już nie urośnie, chcemy teraz, żeby te nieliczne, które mam, spokojnie dojrzały. Kłucie (w zmniejszonym zakresie zostaje Menopur i Gonapeptyl, odstawiłam Gonal) jeszcze tylko dwa dni. Zamkniemy się w 52 zastrzykach. Mój dzielny brzuch zasługuje na medal - codziennie robię mu masaże w nagrodę:) W sobotę kolejna kontrola, a w poniedziałek najprawdopodobniej punkcja. Taką to będziemy mieli majówkę;) Mam nadzieję, że choć przepadł nam wyjazd, to ten długi weekend obrodzi w piękne efekty:)

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

NADZIEJA

Przepełnia mnie zawsze i wszędzie. Od wielu lat. Nie byłabym tu gdzie jestem gdyby nie ona. Mam nadzieję, że w kontekście starań nie okaże się matką głupich;)

piątek, 22 kwietnia 2016

Dzieci szczęścia nie dają...


Mała dziewczynka przebiera i tuli swoją lalkę, bawiąc się w wymarzony dom...

Nastolatka opiekuje się słodkim brzdącem starszego brata i myśli czy dwójka wystarczy czy może chciałaby kiedyś mieć troje dzieci...

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Mały kroczek do przodu:)

Piątek

Miesiączka przyszła!!! W końcu. Ucieszyłam się jak głupia;) Podskoczyłam pod sufit i natychmiast zadzwoniłam umówić się na wizytę, która rozpocznie drugi etap stymulacji. Jeszcze tydzień kłucia i dowiem się, jakie kolejne zastrzyki będę pakować w mój dzielny brzuch;) Kolejny, mały krok do przodu!

sobota, 2 kwietnia 2016

WIOSNA


Trzeci dzień zastrzyków z Gonapeptylu. Siniaków, bólu głowy, wzdęcia, czy jakichkolwiek innych efektów ubocznych na razie brak. In vitro nie jest takie złe;P I chwała Bogu, bo dziś oficjalnie rozpoczęłam sezon wiosenny:)))

piątek, 1 kwietnia 2016

Wracam pchać ten głaz;)

Po ostatnim nieudanym transferze, wyciągnęliśmy z Rzetelną wnioski, zrobiliśmy plan i... ustaliliśmy, że wrócimy w marcu. Umówiłam wizytę na wszelki wypadek, choć w tamtym momencie dużo było we mnie wątpliwości i lęków. Lęki zostały, wątpliwości rozwiewałam jedną po drugiej.

środa, 23 marca 2016

TĘSKNOTA

Nie ma dnia... żebym do Ciebie nie tęskniła!

Rozmyślam o Tobie. Zastanawiam się czy będziesz nosić blond warkocze, czy czarnego jeżyka? Będziesz z natury filozofującym melancholikiem czy niepoprawną optymistką? W razie potrzeby poszukasz u mnie wsparcia, czy niczym przysłowiowa Zosia Samosia radzić będziesz sobie samodzielnie, bo co zramolała matka może wiedzieć o życiu?

Czy ja podołam? Czy ja się nadaję? Czy moja wrażliwość nie zmieni się czasem w przewrażliwienie, które będzie Ci odbierać poczucie bezpieczeństwa? A może patrząc na świat moimi oczami zbudujesz w sobie empatię dla każdego, kto przetnie Twoją drogę, na tym czy innym etapie życia.

Będziesz śpiochem czy skowronkiem? Walecznym lwem, upartym osłem, przebiegłym lisem czy pracowitą mrówką? Będziemy toczyć boje o wieczorne mycie zębów, tańczyć do utraty tchu w salonie, chodzić na długie piesze wędrówki i chłonąć każdy zapach? Będziesz domatorem czy poszukiwaczem przygód?

wtorek, 16 lutego 2016

niedziela, 14 lutego 2016

Nic nowego... czyli 11 dpt

Nie dzieje się nic co mogłoby mnie pozytywnie nastroić w tym czekaniu. Kilka razy dziennie przechodzę od śmiechu do łez i z powrotem. Kilka razy dziennie czuję symptomy nadchodzącej @. 

środa, 10 lutego 2016

MATRIX

Po wielu przebojach z otoczeniem, doświadczeniu izolacji, odtrącenia, braku zrozumienia... została mi ostatnia przyjaciółka. Z panteonu najważniejszych dla mnie osób, które miały szansę, nie zawieść mojego zaufania i okazać się przyzwoitymi (w tym konkretnym zakresie) pozostała ona JEDNA ("niewinna"). 

Jak już pewnie niektórzy z Was wiedzą (Ci którzy śledzą wpisy od początku;p), nie przychodzi mi łatwo dzielenie się naszą historią... Dla Niej zrobiłam wyjątek. Nikt inny, poza mężem, nie znał tak dobrze, moich uczuć, doświadczeń, problemów związanych z leczeniem. W szczególności, nikt inny nie słyszał, jak bolesne jest dla mnie gdy dowiadujemy się o ciążach, jako ostatni, nikt nie słuchał ze szczegółami i ile niedelikatnych obwieszczeń musiałam doświadczyć, nikt nie wykazał się taką empatią... Nikt inny nie wydawał się godny tego zaufania. Miałam też przekonanie, że to jest ostatnia osoba, która mnie rozumie.

wtorek, 9 lutego 2016

Chciałabym, ale się boję - czyli 6dpt

Dni ciągną się jak makaron, ale jakimś cudem jestem już prawie tydzień po transferze. Jeszcze jeden i pierwszy (mam nadzieję) etap czekania się skończy. Tradycyjnie na zmianę jestem dobrej myśli, prawie namacalnie czuję Groszka pod sercem, potem znajomy strach, co będzie jeśli się nie uda i co będzie jeśli uda się;) Wsłuchuję się w moje ciało z niebywałą czułością:
  • Wyskoczył mi wielki pryszcz na czole - WSPANIALE! to wynik zmian hormonalnych;)
  • Zabulgotało mi w brzuchu - DRAMAT! Groszek się nie utrzymał:(
  • 5 razy w nocy wstałam na siku - DOSKONALE! mały Zuch już uciska na pęcherz;)
  • Spóźniłam się o godzinę z przyjęciem tabletki - KATASTROFA! wszystko przepadło:(
Te i wiele innych irracjonalnych myśli towarzyszą mi CAŁY CZAS!

czwartek, 4 lutego 2016

TRANSFER czyli 2 w 1 - podejście drugie


I znowu JESTEM PODWÓJNA!

Realnie: przynajmniej przez najbliższe dwa tygodnie.
Potencjalnie: do października przyszłego roku:)))

Obyło się bez wpadek i bez fajerwerków. Nie świrowałam jak ostatnio przed zabiegiem. Wypucowałam mieszkanie, umyłam okna, wykonałam wszystkie czynności, których chciałam uniknąć po powrocie do domu. Byłam zaskakująco spokojna. Nauczona doświadczeniem, przed zabiegiem wzięłam dwie tabletki No-Spy. Obeszło się bez skurczy. Dopiero na parę minut przed zabiegiem wpadłam w panikę (jak zwykle niepotrzebną), że na bank czegoś zapomniałam. 

środa, 27 stycznia 2016

Trzecie podejście do crio - czas start



Dziś 10dc - pierwsze podglądanie.

Nowa lekarka. Jeszcze nigdy nie trafiłam na tak niedelikatną osobę!!! Posłałam sobie niezłą wiązkę w myślach, kiedy zakładała wziernik. Potem USG - wbrew oczekiwaniom wcale nie przyniosło ulgi. Czułam się jak worek ziemniaków... Kurcze! I to kobieta kobiecie!?! A tak niewiele trzeba, żeby było inaczej, delikatnie... Eh...

EGOIZM




Łatwo przychodzi mi dbanie o innych. Troska o ich szczęście, większa niż o własne. Mimo to zawsze potrafiłam jednocześnie dbać o swoje sprawy. Moja gotowość do poświęceń nie blokowała nigdy osobistych dążeń. Potrafiłam zrezygnować z czegoś, gdy widziałam, że ktoś mnie potrzebuje, ale potem z reguły szybko nadrabiałam. Wypracowałam sobie jakiś system i on się przez wiele lat sprawdzał.

środa, 20 stycznia 2016

Chandra


Zaczęłam nowy cykl. Najwyższy czas coś napisać bo trochę narobiłam sobie zaległości. Wprawdzie włożyłam bardzo dużo wysiłku, żeby pięknie spędzić czas przygotowania do Świąt i same Święta. Potem miły kameralny Sylwester z ukochanym. Wszystko szło jak po maśle, to był bardzo piękny czas spędzony z najbliższymi. Mimo obaw (i odrobiny nieuniknionego smutku przeplatanego tęsknotą), czułam się naprawdę szczęśliwa. Ale "szczęście" nie powinno chyba jednak wymagać aż tyle wysiłku... Przyszedł czas na odreagowanie trudu starań. Po Trzech Króli dopadła mnie chandra, której niechętnie się poddałam na kilka długich dni, próbując jednocześnie zbierać siły na nadchodzące w tym roku wyzwania. Szału nie ma z tymi siłami, ale jest trochę lepiej. Przynajmniej zebrałam się w sobie, żeby napisać tego posta:) 

wtorek, 5 stycznia 2016

Nie zmienisz wiatru, ale możesz dostosować żagle


Transfer trzeba było przełożyć. Kolejny cykl na straty. Wczoraj miałam wizytę w 12dc. Torbiel się wchłonęła i to koniec dobrych wiadomości. Po raz pierwszy ever pęcherzyk nie urósł. Nawet zalążka nie było. Miałam przeczucie, że może nie być dobrze. Do tej pory jakoś tak się składało, że monitorowana owulacja zawsze była z lewego jajnika. Jednak dopiero ostatnio przeglądając moją dokumentację, zapiski itp zdałam sobie z tego sprawę. I tak szłam z dziwnym przeczuciem, że tym razem raczej kolej prawego i zastanawiałam się czy będzie ok. Nie było. Czekamy do następnego cyklu. Jeszcze raz spróbujemy podejść na naturalnym cyklu, a potem już z pigułkami.