piątek, 7 kwietnia 2017

STRACH

Źródło

Ten z bagażnika siedzi, gdzie siedział. Całkiem skutecznie udaje mi się tłumić dochodzące z niego hałasy. Czasem tylko coś się przedrze. Za to pojawiły się nowe. Zaczęły rozsiadać się na kolejnych siedzeniach dla pasażera, a ostatnio próbują nawet okupować kierownicę. Tłoczno się zrobiło w tym moim aucie. 

Mam wrażenie, że "internety" tak bardzo bronią się przed lukrowaną wizją macierzyństwa, że coraz częściej popadają w inną skrajność i rysują naturalistyczną rzeczywistość Zoli. Nie lepiej jest w realu. Znajome matki głównie straszą. Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, w których słyszałam osoby jednoznacznie z macierzyństwa zadowolone. Zadowolone nie znaczy zaślepione, udające że wyzwań nie ma. Zadowolone czyli takie, które cieszą się pozytywami, czerpią z nich garściami, a negatywy traktują, jako naturalny element wychowania dziecka, którego nie ma potrzeby roztrząsać.

Tak więc słucham tych "horror stories" i coraz częściej łapię się za głowę. A potem szukam najsłodszych, ze wszystkich lukrowanych wersji macierzyństwa, jakie uda mi się znaleźć:) Bo po co się martwić na zapas;))) Trudne realia zdążyłam już poznać na własnej skórze nie raz. Po co je rozstrząsać, skoro moim udziałem staną się inne. Nie wiem czy lepsze czy gorsze. Okaże się. Trzeba zaczekać:))))

42 komentarze:

  1. przegoń strach i stawiaj zdecydowane na dobre.... bo macierzyństwo jest wspaniałe, jeżeli kocha sie własne dziecko
    serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takim tazie nie może być insczej niż wspaniale:) pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Chcesz zadowolenia z macierzyństwa, szczęścia to zapraszam do mnie. Oczywiście jak piszesz są tez trudne strony np choroby dzieci i zmartwienia z czym się zmagam. Gdyby nie to byłoby bosko....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Byle był zdrowy..." - powtarzam to każdego dnia. Reszta jest do ogarnięcia :)
      P.S. Mam nadzieję, że po rotawirusie ślad nie został!

      Usuń
  3. Macierzyństwo jak i każda inna droga jest wspaniałe, fascynujące i niekiedy wyboiste ;) Ale to trzeba przeżyć samemu, tak jak nie przeżyjesz życia za nikogo innego, tak nikt nie wychowa Twojego dziecka za Ciebie. Ty ustalisz własną wersję - już niedługo :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Los jest przewrotny. Kiedy mijaja lata nieudanych prob zajscia w ciaze, dookola widac tylko te cudowne momenty macierzynstwa, te przeszczesliwe matki i najkochansze dzieci, wszystko w kolorach pasteli.. ;) A kiedy juz sie uda, jestes po tej drugiej stronie, i nie ma juz odwrotu ;) .. nagle podswiadomosc wychwytuje jedynie te negatywne aspekty macierzynstwa, troski, zmartwienia, zmeczenie, problemy, kompromis za kompromisem, itp..

    Tak, jak pisze Sonia, jest tak i tak. Tak jak w zyciu. W takich momentach mnie bardzo pomaga przypomnienie sobie, jak moja siostra patrzy na swoje lobuzy, jak moja mama patrzyla na mnie, i babcia. Nie - zawsze. Ale te momenty spojrzen z gleboka miloscia, lezka w oku, czuloscia.. :)

    Pozwala mi to wierzyc w to, ze zalety macierzynstwa przewazaja nad jego wadami. :)

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było trochę na odwrót. Ponieważ w otoczeniu mam dużo dzieci, z których garstkę osobiście odchowałam, miałam okazję zaobserwować całe spektrum cieni macierzyństwa. Był nawet taki moment, kiedy analizowałam, dlaczego tak bardzo walczę, skoro widzę ile dzieci generują frustracji, zmęczenia, wyzwań i porażek. I wtedy utwierdziłam się w przekonaniu, że podjęliśmy właściwą, dojrzałą decyzję. Że nie chodzi nam o słodkie śpioszki, piękny pokoik i ogólnie pojęte rzyganie tęczą;) ale o nowego człowieka, takiego, jaki będzie. O to by mu towarzyszyć w życiu, wspierać i obserwować, jak nim pokieruje, kim się stanie. Niekoniecznie oczekiwać, że ma zrobić to czy tamto (choć całkiem się tych oczekiwań wyeliminować pewnie nie da;p).
      Nie znaczy to, że nie czekam na blaski, wręcz odwrotnie. Ja jestem przekonana, że ich jest wiele. Tylko w dużej mierze od nas zależy gdzie je ujrzymy, a gdzie nie.

      Usuń
  5. Zdarzają się dni, kiedy czekam na godzinę 19.30, kiedy szykujemy Synka do snu. Jesteśmy tylko ludźmi. Ale macierzyństwo niezmiennie mnie cieszy, fascynuje, wzrusza... Choć nie ukrywam, że odkąd jestem mamą także więcej się zamartwiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasem nas myśl że jutro poniedziałek jestem najszczesliwszym człowiekiem na ziemi, bo poniedziałek oznacza jakieś 9h bez dzieci a po weekendzie to jak zbawienie 😂

      Usuń
    2. Tak Soniu to jest odwieczny argument w sporach między moją kuzynką "siedzącą" w domu ajej mężem, który utrzymuje dom.
      - Bo Ty w pracy odpoczywasz!!!
      - A Ty nawet nie masz po czym po przeciesz siedzisz dobie w domu!!! Taaaaa😉

      Usuń
  6. Ja lubię się pozytywnie nastawiać, więc raczej skupiałam się na tych lukrowanych opisach przed porodem i trochę zwiodło mnie to na manowce. Pewne rzeczy musiałam w sobie przepracować, zmienić nastawienie, uzmysłowić. Gdy byłam w ciąży to nawet trochę irytowały mnie takie "biadolące" matki, głośno mówiące o trudach macierzyństwa, a teraz cieszę się, że są, bo wpadłabym w depresję, że sama jestem jakaś nieudolna. A tak nie czuję się wszystkim osamotniona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja właśnie jestem na etapie irytacji, ale może tak jak piszesz i u mnie przyjdzie moment wdzięczności, że są osoby przedstawiające tę ciemną stronę medalu. Wszystko się okaże. Tymczasem trzymam się tego lukru, bo jest bardzo miły;) Jak przyjdzie spożyć trochę dziegciu będę posypywać głowę popiołem:)

      Usuń
  7. Macierzyństwo, ba! rodzicielstwo - raczej powinnam była napisać, jest jak życie. Szczęście odczuwa się punktowo. Równolegle na linii tego życia.
    Raz masz lukier, innym razem piołun pali w język.
    Raz łzę ci kręci w oku z umiłowania własnego dziecka i uwielbienia dla jego idealnego pokroju, kiedy indziej zaś taki nerw człowieka bierze, że tętnicę owemu małoletniemu aniołkowi gotów by był ów przegryźć i zastanawia się taki zestresowany indywidualista, czy zasługuje już na miano psychopaty, czy to tylko kolejna wywrotka na jego wychowawczej ścieżce.

    Gdy już wiesz, że masz dziecko i jedziesz na tym tęczowym jednorożcu bez wybojów - jest super.
    Gdy trafiają się przeszkody - zgrzytają człowiekowi w zębach okruchy niepewności.

    Powiem Ci, Uczuciowa, im dalej w las, tym więcej tych cholernych drzew;)
    Miewam coraz częściej dni, gdy myślę: "Boszsz... i co ja mam teraz niby zrobić..?".
    I wówczas zabieram jako karniaka ukochaną betoniarkę na szczyt najwyższej półki "za karę".
    Tak się dzieje.
    Z czasem;)

    PS. Ładnie Malwa napisała nade mną. Szczerze i prawdziwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leśna wzruszyło mnie wszystko co piszesz. Każde słowo! Właśnie tego chcę. Żeby było tak zwyczajnie z jednej strony, a z drugiej, by z tej zwyczajności wychwytywać wszystkie te pięknie nazwane przez Ciebie niezwykłości:)

      Usuń
    2. Leśna, a mimo to bardzo pragniesz drugiego - to dowodzi, że ogólnie całkiem fajne to macierzyństwo.

      A co do drzew - wycinać, wycinać, teraz można. ;)

      Usuń
    3. Tak, Wężon, macierzyństwo jest w dechę. Szczególnie, gdy nie kreuje się człowiek na matkę tysiąclecia i realizuje swoje rodzicielstwo jako jedną z wielu ról a nie tę jedną jedyną, determinując swoje życie w 100% jako tzw. "poświęcenie" własnemu dziecku.
      Chcę drugiego, to prawda. Przypuszczalnie także dlatego, że wiem już, jak to smakuje;)

      Drzewa? Wycinam, wycinam;) Jestem w tym lepsza od min. Szyszki :P



      Uczuciowa, jak tam na ciężarnym finiszu..? Strachy odpuściły, pozostała ekscytacja i zniecierpliwienie swą graviditas?

      Usuń
  8. Ja już się nie mogę doczekać aż przekonam się na własnej skórze jak to naprawdę jest. Intuicja podpowiada mi że bywa różnie. Przecież dzieci też są różne. Jedno może być słodkim aniołkiem i miewać tylko gorsze momenty, a może też być mały wrzaskun który tylko czasem miewa spokojne chwile. Wydaje mi się (chociaż wiem, że mogę się mylić), że macierzyństwo nie jest ani takie straszne jak to czasem ludzie rysują, ani taki łatwe, miłe i przyjemne jak również bywa to pokazywane. Prawda kryje się pośrodku. W każdym bądź razie Uczuciowa już nie długo się o tym obie przekonamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam;-



















      Potwierdzam;-)
      Czekam Uczuciowa na Twoje refleksje jak już Groszek będzie z Wami;-)
      Trzymam kciuki!!!!!!
      Tyśka



      Usuń
    2. Też jestem ciekawa tych moich refleksji:) Intuicja podpowiada mi, że będzie tak jak pisze Marta - ani strasznie, ani euforycznie tylko raz lepiej, raz gorzej z naciskiem na aspekt pozytywny związany z samym pojawieniem się nowego człowieka na świecie:)

      Usuń
  9. Macierzyństwo to najpiekniejsza przygoda mojego życia. Najtrudniejsza, ale najpiękniejsza. Bywa słodko, bywa, że płaczę z bezsilności usypiając przez dwie godziny dziewczyny, które budzą się po 7 minutach. Ale nie oddalabym tego za nic. Żadnego momentu, nawet tych najtrudniejszych.

    Na niektóre rzeczy trudno się przygotować... moja mama mowila, ze najtrudniejsze jest pierwsze 6tygodni, potem do 3 miesięcy i już z górki. Mijało te 6 tyg, a ja się kurczę zastanawiałam, gdzie te trudności... minęły trzy miesiące, dalej nie widziałam, dziecko ogsrniete, obiad zrobiony, włos wyprostowany, oko umalowane. A potem choroba Maksyma i bum, zrozumiałam, czym są te trudy. Teraz z perspektywy prawie trzech lat widzę, że dla mnie najtrudniejszy jest brak snu, całą resztę da się ogarnąć. I mówi Ci to matka wielodzietna ��
    Kas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten brak snu też mnie przeraża najbardziej, ale stracę sen, a zyskam coś innego. Zwykle im więcej mam na głowie tym lepiej funkcjonuję, może i w tym wypadku tak będzie :)
      Zresztą, jak Ty ogarniasz w TAKIEJ konfiguracji to i ja powinnam dać radę, prawda? ;)

      Usuń
    2. Pewnie, że dasz. I dokładnie tak jest z tym funkcjonowaniem, widzę to po sobie. U mnie kluczem do sukcesu bylo stworzenie i trzymanie się planu dnia. Mamy to tak opracowane, że nawet pan kurier z dpd wie, w jakich porach nie warto do nas przyjeżdżać, bo spacerujemy. Ostatnio wpadł i mówi "o matko, myślałem, że już was nie będzie, samochód mi się popsuł i mam opóźnienie". No ale przy dzieciach karmionych mm łatwiej wyrobić plan dnia, no i przy trójce bez tego bym zginęła. Dzięki temu dokładnie wiem, o której kto będzie jadł obiad (a tych jak wiesz gotuję kilka dziennie), szedł na drzemkę, spanie nocne, do kąpieli itd. To cała machina angażująca mnie, męża i w mniejszym zakresie także moich rodziców (np drugi spacer dnia, o 15 należy do M i dziadka :) ). No ale kręci się nam to naprawdę sprawnie :)
      Kas

      Usuń
  10. Ile razy słyszałam: "teraz dopiero się zacznie.."
    Kupiłam psa :'teraz dopiero się zacznie..."
    Kupiłam drugiego, trzeciego, to samo.
    Mama konia"teraz dopiero się zacznie"
    Mam dziecko."Teraz dopiero się zacznie.."
    Nic się nie zaczęło. Wszyscy madrzejsi, może oni coś widzą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie zliczę. Miałam nawet w planach takiego posta, który roztacza te wszystkie czarne wizje końca dotychczasowego świata ;) Może jeszcze uda się coś sklecić:) A do tego czasu czekam "aż się w końcu COŚ zacznie" ;)

      Usuń
  11. ja należę do tych absolutnie zadowolonych z macierzyństwa!!! Co nie znaczy że nie bywa trudno. Mało snu!!! To pierwsze co przychodzi mi do głowy, zwłaszcza jak ktoś lubi pospać ;) Ale przyzwyczaiłam się i daję radę!!! Bałagan w mieszkaniu, ale to przecież NORMALNE, także nie warto z tym nawet szczególnie walczyć, bo to frustrujące. Mam zasadę, że jak mały pójdzie wieczorem spać to sprzątam - umyję szafki z resztek jedzenia, telewizor ze śladów paluszków itd. i posiedzę trochę w miarę posprzątanym mieszkaniu sama z mężem i łapię oddech :) Ale nie zamieniłabym tego na nic!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! I taka wizje mi się podoba :))) Bardzo!

      Usuń
  12. Nie ma co przejmować się gadaniem innych 😀
    Każdy jest ,, specjalistą" i wie wszystko najlepiej w każdej dziedzinie...
    Przekonacie się na własnym przypadku 😀
    A czuję, że będzie dobrze 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Paradise za te przeczucia😘😘😘 Takie są BARDZO w cenie teraz 😁

      Usuń
  13. Wesołych Świąt Wielkanocnych, smacznego jajka, szalonego i wyjątkowo mokrego śmigusa-dyngusa oraz samych słonecznych i cudownych dni :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Soniu!!! To będą wyjątkowe święta:) a po nich przyjdzie wyjątkowa wiosna, lato, jesień;) Od sierpnia zeszłego roku wszystko wydaje mi się sto razy bardziej wyjątkowe niż kiedykolwiek;)

      Wszystkiego dobrego też dla Ciebie i Twojej rodzinki!!! Zdrowia, słońca i spokoju:)

      Usuń
    2. Dziękuję - zwłaszcza tego spokoju "trochę" u mnie brakuje ;) Ale jakże nudne bym miała życie bez tekstów: zostaw! To moje skarpetki łajzo! Nie, nie wiem skąd Kasia zna to słowo. Czasem ręce opadają i pozostaje po prostu milczeć :D

      Usuń
  14. Ja mam wrażenie, że zanim zaszłam w ciążę trafiały do mnie tylko lukrowe wizje macierzyństwa, a jak już się w niej znalazłam zaczęły docierać te przerażające wizje. na szczęście moja mama karmi mnie swoimi, dobrymi wspomnieniami. dodaje mi to sił, a przecież rodziła w okropnych latach osiemdziesiątych! pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za finisz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie mamine wspomnienia to wielki skarb! Zazdroszczę:))) Moja karmiła mnie horrorami 😜 ale nie dam się, będę patrzeć na świat przez różowe okulary ;)

      Usuń
  15. Ja się karmiłam strasznymi wizjami macierzyństwa. Brak snu, brudne mieszkanie, dziecko pobrudzone jedzeniem (mam odruch wymiotny, jak ktoś jest wypaprany), ślinienie się, ząbkowanie, płacze, kupy.
    W niemowlęctwie Laury ominęło mnie wszystko oprócz kup.
    Ze snem nigdy nie było problemu. Np. w niedzielę świąteczną położyliśmy się późno i wszyscy wstaliśmy w poniedziałek o 13.
    Takich niemowlaków mogłabym mieć 5 na raz.
    Nigdy mnie Laura żadną marchewką nie wypaprała, ani siebie, ani ubranka. Niczym na mnie nie pluła, nie ulewało jej się.

    Niemowlęctwo zaskoczyło mnie niezmiernie pozytywnie.

    Im dalej w las tym gorzej. Teraz chyba wychodzimy na polanę. Ale czasem potrafimy się pokłócić na śmierć i życie, aż J. wychodzi z domu. On jest spokojny, my jesteśmy takie same. Nie odpuszczamy.
    Największe afery zawsze z głupot się robią. Zaczynasz od: to się pisze przez "rz", słyszysz żeby się nie wtrącać, że przeszkadzasz, że teraz to ona już nic nie zrobi, nie mów, oddychasz za głośno, dostaje rozkaz odmarszu do pokoju, malowniczo zwisa na schodach łkając, zamyka się w pokoju złorzecząc, na szczęście pokój w najdalszym kącie domu, więc nie zbyt dokładnie słychać za co Cię nienawidzi i czym ją zabijasz. Jak uda mi się powstrzymać, to za 10 minut schodzi uśmiechnięty aniołek i prosi o sprawdzenie pracy domowej. Jak nie wytrzymam, to 5 minut wrzeszczymy na całe osiedle i aniołek się pojawia za następne 5, a J. ze łzami w oczach siedzi w gabinecie.

    Nie mamy żadnych problemów z dzieckiem, a i tak czasem się nie dziwię, że ludzie robią krzywdę dzieciom.

    Myślę, że duże zmiany i utratę swobody odczuwają Ci, którzy dużo wychodzili, spędzali weekendy poza domem, spotykali się ze znajomymi.
    Ja byłam w ciąży po pół roku znajomości, staraliśmy się od pierwszego miesiąca, tak więc w naszym wspólnym życiu nie ma czasu bez dziecka i starań. Dziecko niczego nie zmieniło, bo nie było jeszcze żadnych wspólnych rytuałów.
    I teraz czasem marzymy o czasie tylko dla siebie. I z tej perspektywy coraz częściej się zastanawiam, czy chcę to drugie dziecko naprawdę. Bo teraz to wyjdzie, że nigdy nie będziemy mieć tylko wspólnego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My już duuuuuuuuuuużo wspólnego, wolnego czasu mamy za sobą:) Ale też wiemy na co się piszemy. Nie zaskoczą nas bezsenne noce, syf w mieszkaniu, płacze, bunty i krzyki. Wszystkiego tego już doświadczyliśmy, a mimo to nie odpuściliśmy starań, choć mieliśmy piękne życie we dwoje, a doświadczenia nliskich często napawały przerażeniem;)
      Nie wiemy jak będzie. Ciężko, bardzo ciężko czy armagedon, ale mimo to chcemy tego, ze wszystkimi kosztami, jakie ta sytuacja niesie.
      P.S. Podoba mi się jak opisujesz Waszą relację z Laurą:) Dramatyczne zwisanie na poręczy rządzi ;) Wydaje mi się, że jesteś fajną mamą, z odpowiednią dozą dystansu do świata. To bardzo potrzebne, żeby nie zwariować, ale też żeby fajnie wychowywać:)

      Usuń
  16. A mnie te wszystkie straszne historie o macierzyństwie nie przerażają wręcz przeciwnie powodują że nie mam oczekiwań, przygotowuję plany awaryjne B, C, D itd jakby A nie wypalił :). To chyba zależy od człowieka. Mój maż jest taki że woli przygotować się na najgorsze aby potem miło dać się zaskoczyć. Ja zawsze miałam odwrotnie i często brak przygotowania planu awaryjnego powodował że padałam psychicznie. Przy swoim dziecku nie zakładam niczego. Może będzie płaczek a może mały aniołek. Może trzeba będzie go nosić 24/7 a może grzecznie będzie przesypiał przerwy miedzy karmieniami. Takie nastawienie daję mi wewnętrzny spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przez wiele lat miałam tak jak Twój mąż. Przygotowywałam się na najgorsze scenariusze, co dawało mi spokój i komfort, że poradzę sobie nawet w najgorszych warunkach. Inna rzecz, że te najczarniejsze scenariusze prawie nigdy się nie realizują. Kiedy to do mnie dotarło zmieniłam trochę taktykę, bo jednak zakładanie najgorszego, mocno mnie obciążało. Teraz przygotowuję się na najgorsze, ale zakładam najlepsze:) W każdym razie się staram;p I tak jest o wiele lżej:)

      Trzymam kciuki, żeby Twoje Maleństwo dryfowało jednak w stronę Aniołka :)

      Usuń
  17. Uczuciowa hop hop :)
    Czekamy na Waszą Trójeczkę.
    Jak się czujesz? Pierwsze KTG za Wami?

    Przytulam, mocno wzruszona :) całuję :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem, ogarniam się, szykuję kolejne posty :)

      Usuń
  18. Siedzę jak na szpilkach i wypatruję wieści, jejku ależ Ty się musisz denerwować tą niepewnością kiedy i jak :) Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no własnie, może to już??

      Usuń
    2. No właśnie:)
      Wychodzi na to, że JUŻ :)))

      Usuń