wtorek, 27 czerwca 2017

Co u nas?

Dziś krótko :)

Jestem! Zaglądam na Wasze blogi! Czasem nawet coś skomentuję;p i prawie codziennie zabieram się do nowego posta... Jednak...

Macierzyństwo przeszło moje najśmielsze oczekiwania (mam wrażenie, że się powtarzam). Żadne marzenia z czasu oczekiwania nie równają się z rzeczywistością! Mam pięknego, zdrowego, pogodnego Syna, który czasem daje w kość (i wtedy czuję się nędznie, jak nikt, sprawiając czasem, że przy okazji nędznie czuje się mój mąż;p - wybacz Kochanie!!!) ale na zmęczenie, kłopoty i wyzwania byłam całkiem dobrze przygotowana. Pojawiają się regularnie. Nie przygotowałam się natomiast na tyyyyle piękna!!!

Krajobraz wyczekanej, wytęsknionej Australii jest tak fascynujący, tak różnorodny, tak się zmienia z dnia na dzień, że z jednej strony cieszy mnie to niezmiernie, a z drugiej żal każdego momentu, który już minął. Dlatego na liście priorytetów nowe posty lądują pod chwilami spędzonymi z naszym coraz okrąglejszym Groszkiem;) Tak jak okres ciąży "wycisnęłam jak cytrynę", tak "wyciskam" co się da z początków macierzyństwa:)

Nie mogę obiecać, kiedy i jaki post pojawi się w następnej kolejności. Obiecuję natomiast odpisywać w miarę możliwości na wszystkie Wasze komentarze i maile, do czasu aż tak się zorganizuję, że będę w stanie dołączyć do nich nowe wpisy:) Tymczasem... może jest jakiś temat, który chciałybyście (chcielibyście), żebym poruszyła? Jestem na etapie planowania kolejnych postów. Mam trochę tematów, którymi chciałabym się podzielić, ale może są jakieś które szczególnie Was interesują? Postaram się w miarę możliwości odpowiedzieć na Wasze potrzeby:)

Groszek właśnie zasypia. Patrzę na niego i nie mogę uwierzyć, jak urósł. Nie mogę też uwierzyć, że jest "nasz". Jak to możliwe, że "dostaliśmy" taki cud w opiekę? Myślę, jaka to wielka odpowiedzialność i puchnę z dumy, że takie zadanie zostało mi powierzone. A bardziej prozaicznie? Właśnie tulę Go w ramionach, bo w trakcie mojego pisania zdążył zasnąć i obudzić się przez brudną pieluchę, przypomniał sobie, że jest głodny i zarządał (stanowczo, acz łagodnie;p) natychmiastowego karmienia. Siedzę więc w fotelu, piszę, rozglądam się po całkiem wysprzątanym mieszkaniu, rzucam okiem na pełną suszarkę pieluszek i zastanawiam się czy wybrać dziś prasowanie, drugi spacer czy może trening, bo wszystkiego zrealizować nie dam rady;) I cieszę się NIEZMIERNIE, że takie, a nie inne mam aktualnie problemy:)))

Ściskam Was PRZEOGROMNIE!!!

P.S. A miało być krótko ;)

32 komentarze:

  1. Piękna ta Wasza Australia, aż mi się łezka w oku zakręciła.
    Masz rację z tym uciekającym czasem.. wszystko dobre tak szybko przemija, dlatego ciśnij Kochana, ciśnij 😀😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cisnę z całych sił:)))
      I rozpalam ognisko na plaży, żebyście, jak najszybciej odnaleźli drogę tutaj:*

      Usuń
  2. Crazy-cat-lady27 czerwca 2017 18:36

    Kochana tak samo sie czulam z moja corcia. A teraz patrze na nia i nie moge uwierzyc ze ona za tydzien skonczy 11 miesiecy!!! Jak patrze na zdjecia to wydaje mi sie taaaakkkaaaaa duuuuzzzaaaa, a przeciez niedawno ja urodzilam. Odkad wrocilam do pracy to maz przejal wiecej obowiazkow domowych tak ze jak wracam do domu to moge spedzic wiecej czasu z nasza dziewczynka, a nie siedziec w kuchni i gotowac lub sprzatac. Ten czas juz nie wroci, a robota nie zajac, nie ucieknie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że tak się uzupełniacie z mężem:) Wspierający partner przy dziecku to podstawa. Nie wiem, jak to robią samotne mamy - odkąd Groszek jest z nami mam dla nich jeszcze większy szacunek.
      11 miesięcy?!?! Jak to? Przecież dopiero się pojawiła:) Zaraz będziecie świętować roczek! Macie wielkie plany już?

      Usuń
    2. Crazy-cat-lady28 czerwca 2017 17:05

      No do mnie tez to jakos nie moze dotrzec. Patrze sie na nia i ciagle powtarzam, ze ona dopiero co przyszla na ten swiat! ;-) Plany sa :) Ja planuje, maz planuje a i jeszcze rodzinka w Polsce planuje ;-) To znaczy oni planuja zrobic jej urodzinki jak bedziemy we wrzesniu w odwiedzinach :) W tym roku bedzie miala 2 przyjecia urodzinowe :) Takiej to dobrze :)

      Usuń
    3. Oooo super! Dobrze się dziewczyna ustawiła ;) Trzymak kciuki, żeby każdy plan został zrealizowany koncertowo ;)

      P.S. Przyjęcia to mój żywioł, więc ja też już zaczęłam planować urodziny Groszka, hehe
      Będzie się działo, a co! ;)

      Usuń
    4. Crazy-cat-lady30 czerwca 2017 15:05

      Na prezent urodzinowy chcialabym jej zamowic sesje zdjeciowa 'smash cake' :) Uwazam ze mialaby radoche, za to moj maz twierdzi ze to bez sensu i chcialby jej kupic samochod (wiesz taki co wklada sie tam dziecko i sterujesz padem, sa one chyba od roku do 3 lat)! Oszalal chyba!

      Usuń
    5. Sesje zdjęciowe uwielbiam, więc ja głosuję za tortem! ;)
      Będzie radocha i pamiątka dla Was wszystkich :)

      Usuń
  3. Nie da się krótko przy tych naszych Szkrabach :) Cudnie się czyta o Waszym wspólnym życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha no właśnie;) Próbuję za każdym razem, a i tak kończy się słowotokiem;p

      Usuń
  4. Bardzo miło czytać, że wszystko się Wam pięknie uklada, szczęscie i radość po prostu czuć z ekranu :) Jak dla mnie to możesz pisać nawet o tym, że niebo jest niebieskie, cieszę się Waszym szczęsciem :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha ufffff!
      Już się bałam, że posypią się na mnie gromy za to "rzyganie tęczą";)

      Usuń
    2. No coś Ty ;) Tyle czekaliście to w sumie nie ma się co dziwić. Genaralnie życie z małym dzieckiem jest super-fajne, są tragiczne monenty wiadomo ale jakoś tych pozytywnych jest więcej to te złe szybko "uciekają". Używasz pieluszek wielorazowych? Bo czytam, że pieluszki się suszą i oczy przecieram, bo chyba mało kto nie używa pampersów.

      Usuń
    3. Podoba mi się idea, ale przytłoczyła mnie wizja jej realizacji. Pewnie wszystko da się ogarnąć i nie taki diabeł straszny... ale się nie zdecydowałam. Znajomi, którzy używają wielorazówek i tak w pewnych okolicznościach sięgają po pampersiaki. Całkowitych ortodoksów do tej pory nie spotkałam;)

      Te pieluszki na suszarce to takie codzienne do odbijania, wycierania, przykrywania w upały... Groszek potrafi zużyć 10 dziennie ;)

      Usuń
  5. Ta Twoja Australia jest cudowna! Doskonale wiem o czym piszesz, bo i u nas podobnie. Tylko, że Nelcia w odróżnieniu od Groszka nie zna słowa łagodnie, umie się dziewczyna dopominać o swoje ;) Właśnie wróciłyśmy ze spaceru i patrzę na te moje tłuściutkie prawie 6kg szczęścia i nadziwić się nie mogę jak mi z nią dobrze. A jeszcze rok temu o taj porze podejmowaliśmy decyzje o in vitro i było wiele łez niepewności.
    Wyściskaj Groszka i miło było przeczytać co tam u Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 6kg mówisz? My niebawem mamy wizytę u lwkarza, ciekawa jestem ile waży ten nasz Sardelek, też szacuje coś koło sześciu;)

      Usuń
    2. A to nie masz wagi dziecięcej? Aż mi się to dziwne wydaje. Sprawdzanie wagi to był nasz prawie codzienny rytuał. :)

      Usuń
    3. Ano nie mam;)
      Czasem żałuję, ale najczęściej się cieszę, bo i tak mam już różnych "macierzyńskich schiz" pod dostatkiem;) Gdybym Go codziennie ważyła pewnie conajmniej dwa razy w tygodniu wpadałabym w panikę, czemu nie przybiera idealnie pod linijkę.
      Zresztą jak się okazało nie przybiera zgodnie z moimi oczekiwaniami. Dobrze, że Pani doktor widziała moją minę na widok cyfrek na wadze, bo od razu uspokoiła rodzący się we mnie atak paniki 😜

      Usuń
  6. Ciesze się ze u Was tak pięknie! To niesamowite i wspaniale a miłość do dziecka nie może równać sie z niczym;

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie! Tak się cieszę, że masz taki powód do braku czasu na pisanie 😙 cieszcie się sobą! My poczekamy 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja lepszej wymówki nie mogłabym sobie wymarzyć:) Dziękuję za cierpliwość :)

      Usuń
  8. "Patrzę na niego i nie mogę uwierzyć, jak urósł. Nie mogę też uwierzyć, że jest "nasz". Jak to możliwe, że "dostaliśmy" taki cud w opiekę? Myślę, jaka to wielka odpowiedzialność i puchnę z dumy, że takie zadanie zostało mi powierzone." - mam to samo, wiesz? I jest to tym bardziej niesamowite, że przecież moja droga do rodzicielstwa była zupełnie inna... a może wcale nie aż tak odmienna, jak mogłoby się wydawać? W każdym razie gratuluję Ci chyba po raz setny i cieszę się razem z Tobą. Jestem pewna, że kiedy Groszek patrzy na Ciebie, to też myśli po swojemu w tej małej główce: "jaka cudowna mama! Nie mogę uwierzyć, że jest moja na zawsze!" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak sobie myślę, że te nasze drogi mogły być zaskakująco podobne w wielu aspektach...
      Rozczuliły mnie Twoje słowa tak bardzo, że dzień rozpoczęłam od łez wzruszenia:***

      Usuń
  9. Wspaniale jest czytać o tych australijskich krajobrazach i tylko chciałoby się częściej zobaczyć, co u was, choć migawki. Zwłaszcza teraz, jak sama żyję wyobrażeniami, jak to już niedługo będzie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę, piszę, no i skoro tak czekasz, to ze specjalną dedykacją dla Ciebie jeszcze dziś (choć nie wiem, o której) pojawi się nowy post:)))

      Usuń
  10. Znam to, znam :) W Australii czasami bywa naprawdę gorąco - ale za to widoki i wspomnienia niezapomniane ;) Dlatego ciesz się tym i wyciskaj nadal, ile wlezie - a blogosfera poczeka na Ciebie i na pewno o Tobie nie zapomni :) Buziaki i pozdrowienia dla Waszej całej Rodzinki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za cierpliwość!
      Również pozdrawiamy:)
      Widzieliśmy, że Wy też rozbijacie się po ciepłych krajach;)

      Usuń
  11. Widzę Was oczami wyobraźni. Ciebie na tym fotelu z Groszkiem przytulonym do piersi. I te suszące się pieluchy. Kojący obrazek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) :* :)
      Kto by pomyślał, że suszarka pełna prania może przynieść takie ukojenie ;)

      Usuń
  12. Piękny obrazek. Ty to umiesz cieszyć się życiem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się ze wszystkich sił☀️☺️☺️☺️☀️

      Usuń