czwartek, 14 marca 2019

Cuda zdarzają się tylko innym?

Nie wiedziałam kiedy tu wrócę. Czy wrócę kiedykolwiek. Wciąż miałam wyrzuty sumienia, że znikłam, ale ani nie chciałam cennego czasu zabierać Groszkowi, ani weny nie miałam. Jakoś nie przeszłam płynnie do bloga parentingowego. W końcu o niechcianych uczuciach miało być, a u nas albo sielanka, albo zwykle macierzyńskie kłopoty, na które nie chciałam narzekać tu gdzie tyle łez wylałam w oczekiwaniu na nie... I doczekałam się. Wszystkiego o czym marzyłam a nawet więcej. Dużo wiecej. Nie ma dnia, żebym nie była wdzięczna. OGROMNIE!

Są za to dni, kiedy jestem zmęczona i wątpię w siebie. Wątpię czy jestem wystarczająco dobrą mamą. Staram się ale wątpię. Wątpiłam też czy kiedyś Groszuń doczeka się rodzeństwa. Marzyłam o tym każdego dnia odkąd się urodził. Przez jakiś rok przeżywałam miodowy miesiąc, kiedy radość całkiem przesłaniała obawy. A potem się zaczęło... Płacz przy każdym zbliżeniu. Że dlaczego? Dlaczego znów będziemy musieli wracać do kliniki. Dlaczego nie możemy tak normalnie, jak inni, tu i teraz, w łóżku, na kanapie, pralce ;) Myślałam o tych wszystkich „odblokowaniach” po zajściu w ciąże, adopcji, wakacjach, zakupie zwierzaka... I szlag mnie trafiał, bo ja się odblokować nie mogłam. Bo wciąż rozmyślałam, bo nie było mowy o odpuszczeniu.

I wtedy... Świat stanął na głowie. Wróciliśmy do kliniki, żeby podziękować. I przetrzeć szlaki następnemu podejściu. Czekaliśmy na wizytę u ostatniego z lekarzy, który nas prowadził. Zanim się jednak doczekaliśmy... zauważyłam, że przytyłam. Cholera trzeba się wziąć za siebie pomyślałam. Zaczęłam zjadać paczkę żelków dziennie. No to się za siebie wzięłam;) Pić mi się chciało. To dobrze!  Jakoś zarzuciłam ten zwyczaj, kiedy okrzepłym na dobre w karmieniu piersią. Oj... zajęło to jakiś rok;) Noe mogłam się doczekać okresu. Hej! Kiedy on powinien przyjść? Już? Dziś? Tydzień temu? Za dwa tygodnie? O nie! Już widzę dokąd to zmierza. Żadnych sikańców. Ja wierzę tylko becie. Ale dziś sobota. Wytrzymam do poniedziałku? Nie wytrzymam. Sikam. Czekam. Bach! Dwie grube krechy!!! Coooooooooo??? Cooooooo to jest????? Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Co się z tym robi? Nic nie rozumiem? Skręcam się przez dwa dni trzymając sekret. W poniedziałek beta 3600 czy jakoś tak. W środę wizyta u ginekologa. Przed wizytą randka z mężem i wynik bety, komplet ciuszków i kompletne zaskoczenie. Nie załapał;) Myślał, że to taka wspomnieniowa paczka po Groszku;) Tak on też noe brał pod uwagę żadnego odblokowania. Wizyta! Pęcherzyk. Piękny, duży, zdrowy. Coś chyba pika. No widzę, ze pika ale lekarz każe się cieszyć umiarkowanie, bo za wcześnie na to pikanie. Też mówi o odblokowaniu. Potem jeszcze cztery wizyty. Na każdej już ewidentne serce wali jak dzwon:) Widać maleńkie rączki i nóżki. Każdy z personelu mówi o odblokowaniu. Nie chce mi się spierać i mówić, że tu się nic nie odblokowało. Nikt nic nie odpuścił. Że wyję każdego miesiąca i przy każdym stosunku. Nieważne. Wszystko rozwija się jak w zegarku. Beta nie przyrasta książkowe, tylko ledwie się łapie na to podwajanie, no ale nie bądźmy księgowymi. Progesteron troszkę spadł, ale i tak jest w górnych granicach normy. Kupiłam spodnie ciążowe, bo w starych zrobiła się dziura. I spódnice i sukienkę i bluzę do karmienia:) Piękne. Takie, żeby nadawały się też na po ciąży (już nie popełnię błędu kupowania ciuchów na raz). Brzuch szybko urósł. Zaczęliśmy wcześnie mówić pojedyńczym osobom. Zaplanowaliśmy jak powiemy szerszej rodzinie. Aż przestał rosnąć. Poszliśmy na imprezę i wieczorem mnie zmroziło. Jakoś łatwo było wszystko ukrywać. Zmniejszył się ten mój bębenek czy świruję? Nagle nie czuję się w ciąży. Przyśniło mi się, że krwawię. Ale nie krwawiłam. Zaczęłam intensywniej głaskać sie po brzuchu. Szukać kosza mojżeszowego. Planować przemeblowanie mieszkania. I cieszyłam się, jak dzika, że w tym roku na urodziny Groszek dostanie NAJLEPSZY prezent ever!!!! RODZEŃSTWO. Jaka byłam dumna! Jaka arogancka. Myślałam, ze zaszłam naturalnie to i naturalnie donoszę zdrowego rumianego bobasa. Bez leków. Karmiąc piersią. Opiekując się radośnie temperamentnym dwulatkiem. Dlaczego nie poprosiłam o zestaw lekarstw z poprzedniej ciąży?? Czemu dźwignęłam o ten jeden raz za dużo. Czemu po posprzątaniu piwnicy wnosząc pudła po wysokiej drabinie (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem w ciąży) pomyślałam: „Wow, ciąża to faktycznie nie choroba. W poprzedniej nie zjezdzałam nawet samochodem do garażu, bo bałam się „wytrząść z siebie” dziecko. Czemu użyłam tego kremu na drożdżach stóp przez cztery dni? Może pięć? Czemu nie ochroniłam tego maleństwa? Może za mało je kochałam? Może biegając za Groszkiem za mało poświęciłam czasu. Może za mało się cieszyłam?

Przed kolejną wizytą zrobiłam komplet badań. W tym progesteron. Spadł drastycznie. Wpadłam w histerię. Mąż przyjechał na sygnale do domu. To joc nie misi znaczyć. Progesteron można suplementowac prawda? Blogowy Anioł podnosil mnie na duchu i uspokoił na tyle, że trzymałam fason wchodząc do kliniki. Troszkę się rozpłakałam w laboratorium. Ale pielęgniarka powiedziała, że przecież są suple. Lekarz to samo, ale że nie będzie mnie stresował wywiadem i zaprasza na fotel. A tam... Tam od razu widać moje maleństwo! Bez ruchu. Bez bicia serca...

Nic się KURWA nie odblokowało!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Szok, wściekłość, strach. Jak się roni dziecko? Mam czekać dziesięć dni w nadziei, że naturalnie... Jak nie zwariować do tego czasu? Głaszczę się po brzuchu... Chyba jeszcze mogę? Maleństwo nie żyje, ale jest tam jeszcze. Jeszcze mogę je głaskać, prawda? Jestem mamą to mogę. Powinnam mu urządzić pogrzeb, czy to by było creepy? Chcę mieć dla niego miejsce ma cmentarzu? Podobno mam do tego prawo. Czy dotyczy to takiej wczesnej ciąży? A może ja nie chce tego miejsca i tego pogrzebu? Czy to mnie czyni wyrodną?? Smutek. Jest mi smutno. Z urywanego szlochy, przechodzę w cichutkie popiskiwanie. Smuteczek. Tak mi troszeczkę smutno. Taka się czuję malutka. Bezbronna.  Jakbym sama była dzieckiem. Niech mnie ktoś przytuli i nie puszcza, aż się to wszystko skończy. Boję się też troszeczkę. Bo noe wiem co mnie czeka. Wtedy może bałabym się bardzo. A tak się boję tylko troszeczkę, malutko.

Boli! Bardzo boli! Ale ten ból ma się nijak do bólu siedmioletniej, bezdusznej niepłodności. Mamy synka!!! Największy skarb. Udało mu się mnie szczerze rozbawić. Nawet teraz. Żadne słowa nie oddadzą WDZIĘCZNOŚCI, jaka nam towarzyszy każdego dnia! A teraz towarzyszy jeszcze lęk o niego. Zawsze był. Ale wyskoczył teraz pod sufit. Nie chce myśleć o lęku, ale o tym jaki jest DOSKONAŁY! Nadal! Nic z tej swojej doskonałości nie stracił. Nawet kiedy muszę go pięć razy przebierać, bo boli go każda zakładana skarpetka;)

Podobno dam sobie radę. Jestem silna. I przeżyje to. Trudno mi teraz podobno w to uwierzyć, ale przeżyję. Jasna sprawa! Chcę! Muszę. Chcę być szczęśliwa. Chcę się jeszcze śmiać! Głośno, beztrosko. Dla Groszka, dla męża, dla siebie. Będę! Na pewno będę się jeszcze kiedyś śmiać.

I marzę... że kedys dam jeszcze Groszkowi ten najwspanialszy prezent ever. Tymczasem postaram się go więcej przytulać:)

25 komentarzy:

  1. Wchodzę...patrzę jest nowy wpis u Ciebie. Ucieszyłam się... Czytam, czytam a łzy zaczęły mi płynąć po policzkach...
    Przytulam Kochana:* Po prostu przytulam...

    OdpowiedzUsuń
  2. ucieszyłam sie z nowego wpisu ale..... po kolejnych wersetach zbladła mi mina, boszsz dlaczego ? aale myslę, że nie byłąs jeszcze na to "przygotowana"... brzmi to strasznie ale czasami tak jest że organizm wie lepiej kiedy, no i sam Maluszek wybiera moment kiedy zechce być z Wami....
    Zyczę spokoju, będzie dobrze, Groszek doczeka się rodzeństwa
    przytulam mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście brzmi strasznie... Z jednej strony rozumiem. Natura tak mnie chroni na swój sposób. Z drugiej... Nie rozumiem zupełnie. I nadal do mnie nie dociera. A już na pewno nie rozumie moje ciało, bo zachowuje się jak gdyby nigdy nic...
      W tym wszystkim lęków mam masę. Kąsają jak węże, w każdej minucie dnia. A największy o to, żeby Groszek nie został na świecie sam...

      Usuń
  3. Crazy-cat-lady14 marca 2019 15:12

    Jest mi bardzo przykro bo dokladnie wiem co przechodzisz. Sama to przechodzilam 3 razy. Wierze jednak, ze ktoregos pieknego dnia dasz Groszkowi rodzenstwo. Sciskam mocno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie z tą wiarą krucho. Nie wzgardzę zatem jak inni będą tymczasem wierzyć za mnie:*

      Usuń
  4. Tego się za każdym razem bałam najbardziej... To takie cholernie niesprawiedliwe, serce pęka, to się nie powinno zdarzac... A zdarza, za często... Przytulam Cię mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:*** Przymierzałam się czasami do powrotu do blogosfery. Zaglądałam między innymi do Ciebie czytając radosne nowiny i głaszcząc się po brzuchu:) Przez krótką chwilę było tak pięknie.

      Usuń
  5. Przytulam Cie mocno...
    Tylko tyle potrafie napisać.

    Duzo siły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siły będę potrzebować dużo. Choć mam wrażenie, że właśnie się wyczerpała... Nie wiem jak się podnieść...

      Usuń
  6. Uczuciowa. Serce wezbrane. Głowa pusta.

    Przytulam i pamiętam. Minęło 5 lat.

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka mi jesteś bliska:***

      Myślałam sobie... poszłam w Twoje ślady już raz z Groszkiem, a teraz pójdę znowu:) Myślałam, że to będzie dziewczynka, a tu znowu Synek miał być. Kumple na dobre i złe...

      Gratuluję Idusi!!! Bardzo:*

      Usuń
  7. Serce mi pękło czytając Twój wpis.
    Ale...

    Wierzę że marzenia się spełniają jeżeli w to wierzymy... kiedyś spełni się ten cud, najlepszy prezent ever...

    Wiem, że nie ma słów, które będą w stanie Cię pocieszyć, ale pamiętaj, że jesteśmy tutaj z Tobą. Tak wirtualnie. A jednak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje też pęka... Co dzień na nowo... Mam nadzieję, że skończy pękać i zacznie się goić, gdy ciąża się skończy.
      Bardzo chcę myśleć pozytywnie. Wierzyć w marzenia. Mieć nadzieję. Ale jestem teraz w BARDZO ciemnym miejscu. Bardzo ciemnym.

      Usuń
  8. Uczuciowa, bardzo mi przykro. Niewymownie. Jestem z wami myślami. Glaszczę po matczynych plecach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tego mi trzeba:* Przydałyby się dyżury rodziny i znajomych do głaskania:)

      Usuń
  9. Bardzo smutne i niesprawiedliwe.... Przytulam wirtualnie i mam nadzieje ze po tym wpisie kolejne będą już tylko z dobrymi wieściami i to niedługo 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny wpis pisze się w mojej głowie... Nie jest pozytywny niestety:(

      Usuń
  10. Kochana, tak mi przykro... Nie wyobrażam sobie nawet, co musiałaś i musisz przeżywać. :-( Ściskam mocnoc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jakoś sobie tego nie wyobrażam. Jestem niby w środku, ale jakby na zewnątrz. Przeżywam to i nie przyjmuję do wiadomości jednocześnie.

      Usuń
  11. Do końca wierzyłam w cud. Tak bardzo mi przykro. Tak pusto to brzmi

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana, przeczytałam kilka dni temu i co dzień o Tobie myślę. Jest mi tak bardzo przykro. Byłam pewna, że prędzej czy później pojawią się tu wieści o kolejnej ciąży. I nadal mocno wierzę w to, że Groszek doczeka się rodzeństwa. Tymczasem po prostu przytulam Cię mocno i życzę dużo siły na ten trudny czas.

    OdpowiedzUsuń