wtorek, 30 kwietnia 2019

Beta spadła do zera




Cztery tygodnie po urodzeniu naszego synka. Trzynaście tygodni po jego poczęciu. Prawie pięć po tym, jak jego serce przestało bić. Dwa tygodnie po tym, jak się dowiedzieliśmy. W szpitalu. Ale bez zabiegu, bez leków, bez znieczulenia. (Już rozumiem, jak można nie zdążyć do szpitala. Wystarczy odpowiednio długo zwlekać ze skurczami.)

Beta spadła do zera. No prawie, ale jest już tak niewielka, że lekarz powiedział, że to wystarczy. Dostałam okres, czekałam go jak zbawienia właśnie dlatego, że beta spadała bardzo powoli i wisiało nade mną widmo zabiegu. Nie wyobrażałam sobie tego po wszystkim co przeszłam. Po tym ile musiałam znieść, żeby zrobić to naturalnie. Ochroniłam moją macicę, ale nie wiem czy nie na darmo. Dziś bardzo trudno mi uwierzyć, że jeszcze kiedyś będziemy mieli dziecko. Groszek choruje od miesiąca, a ja nie śpię co nie pomaga pozostać przy zdrowych zmysłach. Dziś jest zły dzień. Jest mi bardzo ciężko i nie mogę dojrzeć światełka w tunelu...

6 komentarzy:

  1. nic nie napiszę ....:( przytulam cię tylko jak mogę najmocniej do serca..... w tym twoim smutku....

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo bardzo Ci współczuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ehhh.. To jest takie trudne. Dobrze, że Groszko jest obok.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przytulam Cię bardzo mocno...bardzo mi przykro, że Was to spotkało...:(((

    OdpowiedzUsuń
  5. Uczuciowa......tulę mocno, mocno.
    Jeszcze będą miesiące dobre. Najlepsze pod słońcem.

    :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystko minie. Jeszcze wierzę w słońce

    OdpowiedzUsuń